Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

piątek, 16 października 2015

Zawód lekarz, część pierwsza: Wiedza versus pokora

To wydaje się oczywiste: bez zdobycia niezbędnej wiedzy o biologii człowieka trudno sobie wyobrazić kompetentnego lekarza. By uzyskać niezbędny poziom merytoryczny student medycyny musi mozolnie i sumiennie zgłębiać tajniki nauk podstawowych oraz dyscyplin klinicznych. Z pewnością ważną rolę odgrywają nasi nauczyciele akademiccy wyznaczając poziom wiedzy i standardy zachowań. Ale studia to tylko wstęp, wyjściowa baza na drodze zdobywania kompetencji zawodowych. Postęp wiedzy jest ogromny i lekarz „skazany” jest na ciągłe doskonalenie. Wyobraźmy sobie takiego „idealnego” lekarza: wcześniej znakomitego studenta, który skrupulatnie poszerza swą wiedzę śledząc literaturę fachową i uczestnicząc w konferencjach i szkoleniach. • Czy można zdobyć kompetencje doskonałe, posiąść wiedzę absolutną? • Czy w prawdziwym życiu istnieje wszechwiedzący dr House? Nie sądzę, by możliwa była taka sytuacja. Zawsze pozostanie jakiś margines niewiedzy, a lawinowy postęp medycyny wręcz uniemożliwia ogarnięcie całego zasobu wiedzy. Ale spróbujmy sobie wyobrazić takiego współczesnego człowieka Renesansu, lekarza prawie doskonałego. Czy jego wiedza upoważnia go do stuprocentowej pewności przy stawianiu diagnozy? Tu znajduję drugie dno, drugą stronę lustra. To słowo to pokora. Zawsze, nawet najlepiej wyszkolony lekarz musi pamiętać o niedoskonałości swej wiedzy oraz nieskończonej liczbie wariantów, jakie niesie życie. Zbytnia pewność siebie, wiara, że posiadło się całą wiedzę to pierwszy krok do błędu lekarskiego. Pokora wobec tajemnic biologii ludzkiego ciała musi nam zawsze towarzyszyć. Mądry mówi „mylić się mogę”, głupi „głowę daję”. Pamiętam pewną sytuację z kliniki, w której pracowałem. Po raporcie z ostrego dyżuru grupa lekarzy omawiała niektóre trudne przypadki zastanawiając się, czy na pewno obrana droga postępowania była optymalna. Nagle do rozmowy włączyła się młoda adeptka sztuki lekarskiej, która oświadczyła, że nie bardzo rozumie po co ta cała dyskusja. „Przeczytałam wszystkie książki, zdobyłam dyplom z wyróżnieniem, medycynę mam w małym palcu i dla mnie każdy problem medyczny jest łatwy do rozwiązania” - usłyszeliśmy. Nikt z obecnych lekarzy, a niektórzy mieli co najmniej kilkunastoletnie doświadczenie, nie odezwał się. Bo i cóż można odpowiedzieć na takie autorytarne stwierdzenia i taką demonstrację pychy? Ale życie bywa przekorne; jakiś czas później ta sama wszechwiedząca lekarka miała bardzo ciężki dyżur nocny. Rano była cieniem samej siebie, znikła wcześniejsza pycha i zadufanie w swą nieomylność. Jeden z lekarzy, mając w pamięci opisaną wcześniej sytuację, zapytał ją, czy nadal uważa się z Alfę i Omegę medycyny. Nic nie usłyszał w odpowiedzi, życie samo odpowiedziało. Opisuję te wydarzenia, by pokazać, że zawsze musi nam towarzyszyć ostrożność i pokora. Nikt nie posiada wiedzy doskonałej, nawet najlepszy lekarz czasem staje wobec zupełnie nieznanej, zaskakującej sytuacji. I oby kończyło się tylko „skarceniem” zarozumiałego lekarza przez życie; gorzej, gdy cenę płaci pacjent.

1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Co do zawodu lekarza, to niestety, ale polscy lekarze to ludzie, nierzadko nie potrafiący myśleć logicznie krytycznie. Te umiejętności nabywa się W SZKOLE, pod warunkiem, że są tam NAUCZANE: chemia, fizyka i matematyka. Niestety, ale w polskich szkołach, te przedmioty są najczęściej, OŚMIESZANE. W tym kontekście, warto tutaj zacytować wypowiedź Dr Edwarda Rydygiera (Fizyka), zawartą na jego blogu "CZY W SZKOŁACH JEST JESZCZE FIZYKA?" (rydygier.blog.onet.pl/czy-w-szkolach-jest-jeszcze-fizyka/), cyt."Delegaci na Zjazd Fizyków w Krakowie wystosowali w tej sprawie petycję do ówczesnej minister Hall. Odpowiedziała ogólnikami i nie na temat sekretarz Szumilas, ktora sama później została ministrem EN. Dlatego na ostatnim Zjeździe Fizyków w Poznaniu w ub. r. Prezeska Sekcji Nauczycielskiej pani dr Gołąb-Mayer ogłosiła koniec fizyki w polskiej szkole. Wygrali humaniści."

Obawiam się, że można tu dopisać tylko tyle, iż ww. petycja Delegatów ze Zjazdu Fizyków Polskich w Krakowie, jak i odpowiedź z Ministerstwa Edukacji Narodowej, można przeczytać na stronie old.ptf.net.pl/apelMEN09.pdf .