Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

czwartek, 12 grudnia 2013

Odpowiedzialność indywidualna czy zbiorowa?

Poniżej przedstawiam list, jaki wczoraj dotarł na moją skrzynkę mailową. Przedstawia sprawę nieuczciwości jednego ze studentów naszej uczelni oraz konsekwencji tego czynu. Jest całkowicie oczywiste, że tego typu działania muszą być surowo karane. Nieuczciwość w czasie zaliczeń czy egzaminów jest niedopuszczalna. Problem podnoszony w nadesłanym liście wskazuje na fakt ukarania nie tylko tego studenta, ale także pozostałych zainteresowanych studentów unieważniając wyniki tego kolokwium.
Na początku dzisiejszego posiedzenia Rady Wydziału zgłosiłem tę sprawę z postulatem włączenia jej do programu. Dziekan Prof. M. Misiołek zaakceptował moją sugestię wspominając, że zna już ten problem. Krótko przedstawiono tą sprawę, ale nie podjęto żadnych oczekiwanych decyzji. Nie było głosowania w tej kwestii. Głos w dyskusji zabrała także Prof. E. Birkner, kierownik katedry, ale nie usłyszeliśmy by zmianie uległa decyzja o wyznaczeniu kary zbiorowej. Inni członkowie RW nie zabrali głosu. Ja zwróciłem uwagę na fakt stosowania odpowiedzialności zbiorowej z winę indywidualnej osoby.
Istotne jest, że ten student wykorzystał zaawansowaną technikę w celu „uzupełnienia” braków w swej wiedzy. To pokazuje, że czas tradycyjnych metod ściągania mija i musimy stawić czoła wyzwaniom współczesności nawet w tak niecodziennych okolicznościach.

Czy można stosować karę zbiorową za czyny pojedynczej osoby?
Nie sądzę, by taka droga była właściwa, jako sprzeczna, tak z literą prawa (regulamin studiów), jak i duchem uczelni.

Szanowny Pan
Prof. dr hab. n. med. Wojciech Pluskiewicz
Katedra Chorób Wewnętrznych, Diabetologii
i Nefrologii, Zakład Chorób Metabolicznych
Kości, SUM

Szanowny Panie Profesorze,

Wiedząc że jest Pan Profesor człowiekiem prostudenckim, prosimy Pana o pomoc, w bardzo niezręcznej i wstydliwej dla nas samych jak i naszego Wydziału sytuacji. Pokrótce postaramy się opisać zaistniałą sytuację i umotywować naszą prośbę o Pana pomoc.

We wtorek tj. 10.12.2013 r. na zaliczeniu seminarium zbiorczego z przedmiotu Biochemia, jeden ze studentów został złapany na tym, że robił zdjęcia i nagrywał test, który był na zaliczeniu, postanowiono unieważnić jego zaliczenie. Oczywistym jest to, że student ten złamał w sposób rażący regulamin studiów, i powinien ponieść pełne tego czynu konsekwencje. Jednakże decyzją Katedry Biochemii, zaliczenie to zostało anulowane dla wszystkich studentów, w ramach odpowiedzialności zbiorowej. Nadmieńmy tutaj, że połowa studentów pisała to zaliczenie w poniedziałek, ponieważ zostaliśmy podzieleni na dwie tury, więc tym studentów nawet do głowy nie przyszło, że takie coś może nastąpić we wtorek.

Starając się zrozumieć decyzje Katedry o unieważnieniu tego zaliczenia, dochodzimy do wniosku, że ma ona nas nauczyć przede wszystkim odpowiedzialności i uczciwości, tak bardzo wymaganej w zawodzie lekarza. I z tym nie można się nie zgodzić. Jednakże drugą stroną medalu jest to, że decyzja o unieważnieniu zaliczenia budzi w wielu studentach gorycz i poczucie niesprawiedliwości, że pomimo ciężkiej pracy, nie otrzymają gratyfikacji w postaci zaliczenia tego seminarium, i co za tym idzie spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.

To poprawkowe zaliczenie będzie odbywało się, na całkowicie innych zasadach, niż zostało nam to przedstawione na zajęciach wprowadzających, nadmienię że seminarium zbiorcze polega na udzieleniu odpowiedzi na 40 pytań zamkniętych w ciągu 40 minut. Teraz zaliczenie ma polegać na udzieleniu odpowiedzi na 6 pytań otwartych w ciągu 30 minut. Katedra w tym wypadku nie przestrzega regulaminu, który sam przygotowała, i który my jako studenci podpisywaliśmy za zajęciach wprowadzających. Dotychczas zawsze dopiero II termin był w formie pytań otwartych, wiec skoro I termin jest unieważniony, i musimy go powtarzać, dlaczego mamy go zaliczać już na innych zasadach, tak jakby był on terminem poprawkowym, przecież my oficjalnie niczego nie poprawiamy, gdyż o poprawie można mówić dopiero gdy coś nie zostało zaliczone. Warto nadmienić tutaj fakt, że studenci którzy pisali zaliczenie w poniedziałek, mają już wpisane z niego oceny do kart, i teraz nie znając ocen dowiadują się, że są one nie ważne.

Panie Profesorze ta sytuacja jest bardzo kontrowersyjna, my jako studenci jesteśmy tego świadomi i naprawdę wstydzimy się, że niektórzy z nas, liczą tylko na tak zwane „banki pytań” i na to, że pytania na którymś z kolei terminie się powtórzą. Jednakże, tak jak pisaliśmy wcześniej budzi w nas ogromne poczucie niesprawiedliwości to, że studenci uczciwie pracujący zostali potraktowani na równi z oszustami, i w związku z tym że jutro odbywa się posiedzenie Rady Wydziału, której członkiem jest Pan Profesor, prosimy Pana o interwencję w naszym imieniu, i przedstawieniu tej sytuacji całej Radzie Wydziału.

Prosimy Pana Profesora, aby w oparciu o Regulamin Studiów, który powinien być wiążący zarówno dla studentów, jak i Władz Uczelni, przeprowadził Pan Profesor dyskusję w ramach obrad Rady Wydziału, czy unieważnienie zaliczenia w ramach odpowiedzialności zbiorowej jest zgodne z Regulaminem Studiów? Jeżeli tak, bardzo prosimy o podanie punktu w Regulaminie Studiów, który o tym mówi, jeżeli takowy się znajdzie ( szukaliśmy, ale w naszej ocenie go tam nie ma), przepraszamy Pana Profesora, że w ogóle poruszyliśmy ten temat.
Jedyny punkt regulaminu, który dotyczy złamania przepisów obowiązujących na naszej uczelni brzmi :

§ 13.Za naruszenie przepisów obowiązujących w Uczelni oraz za czyny uchybiające godności studenta, student ponosi odpowiedzialność dyscyplinarną na zasadach określonych w odrębnych przepisach.

Nie ma tutaj nic o odpowiedzi zbiorowej studentów.

Panie Profesorze, jedyne czego pragniemy to, to żeby uczelnia uszanowała nasze prawa i własny Regulamin Studiów, jeżeli uczelnia nie szanuje regulaminu, który sama przygotowała, to coś jest naprawdę nie tak.

Wierzymy że Pan Profesor nam pomoże i stanie w obronie studentów uczciwych, a przynajmniej naświetli zaistniały problem całej społeczności naszego wydziału, i za to z góry dziękujemy Panu Profesorowi.

Z wyrazami głębokiego szacunku i poważania,

Studenci Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

19 komentarze:

Anonimowy pisze...

Bardzo dokładnie i nawet kilkakrotnie przeczytałam list Studentów proszących o pomoc w "bardzo niezwykłej i wstydliwej sprawie" . Postawiłam sobie pytanie jak ja, jako wieloletni nauczyciel akademicki pracujący w SUM, mający za sobą przeprowadzenie w formie pisemnej wiele egzaminów i kolokwiów zaliczeniowych zachowałabym się w takiej sytuacji? Po pierwsze staram się, aby do takiej sytuacji nie dopuścić ( odbieram przed kolokwium, egzaminem wszystkie telefony komórkowe i inne pomoce elektroniczne ), uprzedzam o ewentualnych konsekwencjach w przypadku złamania mojego polecenia.Z listu jasno wynika ,że nie była to sytuacja w której przy pomocy środków niedozwolonych Student " ściągał " ale "sfotografował " pytania testowe. Wiem, że Studenci w ten sposób tworzą swoją bazę tzw. bank pytań do którego gromadzą pytania z wielu latach, licząc na to,że pytania mogą się powtarzać. Czy idę tworzenia takiego banku należy krytykować ? Wracając do istoty listu. Nie rozumiem dlaczego za ten czyn zostali ukarani Studenci piszący test wcześniej tj. w poniedziałek, nie rozumiem też dlaczego zostali ukarani Studenci piszący test w wtorek razem z Studentem dopuszczającego się czynu nagannego. Na pewno unieważniłabym kolokwium , lub przesunęłabym jego termin gdyby jeszcze przewidziane było kolejne we wtorek a przygotowane pytania byłyby identyczne ( przeciek pytań ).Złapanego na fotografowaniu pytań Studenta wyprosiłabym z sali a sprawę zgłosiłabym do Dyscyplinarnej Komisji d/s Studentów.prof. ( jeżeli zaistnieje potrzeba moje dane osobowe zostanę odtajnione )

Anonimowy pisze...

Mnie najbardziej w tej sprawie dziwi brak reakcji Pań i Panów Docentów i Profesorów, członków rady wydziału...nic nie rozumiem, nikogo juz nic nie interesuje?!
Kogo obchodzi los studentów?

Anonimowy pisze...

Niestety bardzo smutne i przygnębiające w tej sprawie jest to, że bardzo niewiele osób stanęło w obronie studentów. Po raz kolejny studenci, którzy są uczciwi i ciężko pracowali, zostali ukarani za lenistwo i oszustwa innych. Decyzja katedry jest w mojej ocenie niesprawiedliwa i nieuczciwa, podobnie jak zachowanie studenta, który złamał regulamin.
Jednakże czy nie od katedry powinien iść przykład, aby zachowywać się sprawiedliwie i uczciwe?
Tutaj najwidoczniej tak nie jest.

Anonimowy pisze...

Brak reakcji "Pań i Panów Docentów i Profesorów" - napisano w komentarzu z godz. 20:37.
Ale: zaraz, zaraz; przecież w obradach Rady Wydziału uczestniczą przedstawiciele studentów - dlaczego nikt spośród nich nie zabrał głosu w tej sprawie? - Kiepskich macie reprezentantów Waszych interesów Drodzy Studenci (bywało kiedyś inaczej...)

Anonimowy pisze...

Celem uzupełnienia:
pracownicy katedry uprzedzili studentów o konsekwencjach takiej sytuacji gdyż miała kiedyś już podobna miejsce.

idea banków jest słuszna o ile tworzy się je w dozwolony sposób.
Tak postępowano zawsze.

dziekan obiecał poruszyć temat na senacie i polecić przeanalizowanie sytuacji przez prawników.



Anonimowy pisze...

Drodzy Państwo:

Pani kierownik Birkner powiedziała, ze studenci byli pouczeni o konsekwencjach takich czynów bo takowe miały już miejsce.

Dziekan Misiołek obiecał polecić sprawę prawnikom i poruszyć na senacie (sprawa tyczy się przecież całego Uniwersytetu)
gdyż opinie wśród przedstawicieli nauki są podzielone

Anonimowy pisze...

Tak po prostu nasza uczelnia nagradza ludzi, którzy są uczciwi i się uczą. Wspaniały prezent gwiazdkowy dostali Ci, którzy kolokwium w pierwszym terminie nie zdali i zaczynają po raz kolejny z czystym kontem. A co z ludźmi, którzy cały weekend, w tym Mikołajkowy piątek, spędzili nad książkami, a w poniedziałek po wpisaniu w przynajmniej części przypadków pozytywnych ocen do kart cieszyli się już z nadchodzących Świąt? Nad ich uczuciami po ogłoszeniu w środę decyzji o unieważnieniu nikt już nie myśli. To po prostu trochę przykre, że przy tak dużej liczbie studentów na roku wszystkich bez wyjątku stawia się w jednym rzędzie, wszystkich uważa się za oszustów i kłamców. To przykre tym bardziej, że biorąc pod uwagę zawód jaki mają w przyszłości wykonywać, powinniśmy przynajmniej założyć ich uczciwość i dobre chęci, a niewątpliwie spora część z nich to ludzie doprawdy wartościowi i godni zaufania. Odmawiając im tego elementarnego prawa, ich zaufanie i lojalność wobec uniwersytetu także zostały zapewne nieuchronnie nadszarpnięte.

Anonimowy pisze...

Dlatego, ze po interwencji Pana profesora Pluskiewicza, Dziekan dał do zrozumienia, ze uważa karę zbiorowa za niesprawiedliwa, wiec uznalismy sprawę za zamknięta.
Pozdrawiam,
Student

Anonimowy pisze...

Problemu trzeba szukać u źródła. Sprawa nie jest "bardzo niezwykła". Obecnie w ten sposób studenci korzystają z różnych pomocy, zbierają pytania na wszystkich uczelniach i kierunkach, we wszystkich krajach i chyba nic w tym zaskakującego - uczniowie ściągają odkąd istnieje szkoła. W tworzeniu tzw "banków", "giełd" nie ma nic nagannego, "ściąganie" oczywiście nie jest etyczne ale występuje i będzie występować jeśli zrobi się na nie choć trochę miejsca,z czego wszyscy prowadzący zajęcia zdają sobie sprawę. Osoby które piszą taki list same na pewno korzystały ze zdjęć robionych przez innych studentów podczas nauki innych przedmiotów.
Pojawiają się pytania: czy testy z wielu przedmiotów nie są po porostu ZA trudne,ZA szczegółowe? Czy skracanie czasu (medyczne studia pięcioletnie, na których materiał jest w tej chwili na bardzo wysokim poziomie trudności na przygotowanie się do testów z tak złożonych przedmiotów nie jest BEZSENSOWNE? ... Odpowiedzi wydają nasuwać się same.

Anonimowy pisze...

Chciałabym zwrócić uwagę na samo pojęcie odpowiedzialności zbiorowej. Zgodnie z: Art. 42 Konstytucji RP

Pkt 1. Odpowiedzialności karnej podlega ten tylko, kto dopuścił się czynu zabronionego pod groźbą kary przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia.

Odpowiedzialność zbiorowa stanowi fundament każdego systemu totalitarnego, a jako taka w polskim prawie nie występuje od czasów komunizmu.Co więcej, nie istnieje zapis, dotyczący takowej formy kary w regulaminie ani Uniwersytetu, ani Katedry. Ponadto, jaki jest sens odpowiedzialności zbiorowej, kiedy znamy winnego?
Apeluję o zachowanie rozsądku i spokojne przeanalizowanie zaistniałej sytuacji. Śląski Uniwersytet Medyczny to instytucja szanowana, której pracownikami jest wielu wybitnych naukowców. Czy warto zatem dać się ponieść emocjom, zamiast podejść do sprawy racjonalnie? Nie karzmy wszystkich za bezmyślność jednostki.

Anonimowy pisze...

Jestem wieloletnim nauczycielem akademickim na uczelni technicznej i nie bardzo rozumiem, jaki był zamysł kierownictwa katedry, która zdecydowała się zastosować odpowiedzialność zbiorową.
Po pierwsze jest to niezgodne z obowiązującym prawem (nie wierzę, żeby zatwierdzono regulamin przewidujący ten rodzaj kary).
Po drugie założenie, że około dwustu studentów na roku współpracuje ze sobą i wzajemnie się wspiera w łamaniu regulaminu jest moim zdaniem wątpliwe.
Domyślam się, że osoby, które zamierzają unieważnić kolokwium całemu rokowi, chcą oddziaływać na psychikę ewentualnych naśladowców licząc, że do łamania regulaminu zniechęci ich odpowiedzialność za "ogół" (na różnych etapach naszej historii stosowano tą metodę z różnym skutkiem).
Uczelnie jednak, moim zdaniem powinny odcinać się od tego typu praktyk, gdyż mają one zadania wychowawcze i wpływ na kształtowanie osobowości młodych ludzi, a to wiąże się z poszanowaniem prawa (karanie jedynie winnych), rozwiązywaniem konfliktów w atmosferze wzajemnego szacunku (także na linii student wykładowca) i rzetelnej argumentacji. Szkoda by było, gdyby uczciwi, pracowici i inteligentni młodzi ludzie (którzy na studiach medycznych stanowią blisko 100%) mieli poczucie krzywdy i niesprawiedliwości. Myślę, że emocje powoli opadają i Władze Uczelni staną na wysokości zadania i rozwiążą problem w zgodzie z prawem i sumieniem.

Anonimowy pisze...

Dziękujemy Panie Profesorze za wsparcie i ciepłe słowa. Świadomość, że stoi Pan po naszej stronie dodaje otuchy i pokazuje, że wielu jest dobrych i sprawiedliwych ludzi, także wśród nauczycieli akademickich, i że nie każdy zapomina, że studenci to także część Uniwersytetu.

Dziękujemy

Anonimowy pisze...

Pomimo tego, że podjęta decyzja nie ma żadnych merytorycznych podstaw, jest sprzeczna z regulaminem studiów i jakąkolwiek logiką, studenci podobno od poniedziałku zaczynają pisać zaliczenia od nowa.

Anonimowy pisze...

W Statucie SUM czytamy w paragrafie 51:
Rektor sprawuje nadzór nad działalnością dydaktyczną i naukową uczelni
A w paragrafie 56:
Dziekan zapewnia prawidłowy przebieg procesu kształcenia.
Te informacje wskazują jak rozkłada się odpowiedzialność za bieg spraw w uczelni, to Dziekan i Rektor muszą zapewnić by wszystko odbywało się jak należy.
Opisywana sytuacja to jest przykład zdarzenia, gdy oczekiwać należy szybkiej i odpowiedniej reakcji władz uczelni. Zobaczymy czy wymienione osoby staną na wysokości zadania czy też sprzeniewierzą się misji, jakiej się podjęli decydując się na pełnienie funkcji Dziekana i Rektora.
To ważny test ich wiarygodności.

Anonimowy pisze...

W kontekście poruszanych spraw krótkie odniesienie do historii. Otóż, uniwersytet ma wielowiekową tradycję a jego początki były jakże obiecujące zarówno dla studentów jak i nauczycieli. Pierwsze szkoły tego typu oparte na zasadach gildii (w zasadzie były one gildiami scholastycznymi, tzn. korporacjami profesorów i studentów) zaczęły powstawać w wiekach średnich. Universitas łączył nauczanie ze studiami a studentów z profesorami, a sam wyraz universitas miał dwa synonimy, a mianowicie studium oraz studium generale. Średniowieczne uniwersytety były owocem ruchu polegającego na jednoczeniu się ludzi wykonujących to samo rzemiosło, kupców, artystów, itp., były stowarzyszeniami profesorów i studentów, a więc ludzi o tych samych zainteresowaniach, pragnących się zjednoczyć, aby bronić swych wspólnych interesów.
Do pierwszych uniwersytetów należą te w Bolonii oraz Paryżu, po nich przyszły następne. Miały one charakter międzynarodowy, łączyły je wspólne prawa, identyczna organizacja oraz jednakowy język wykładowy – łacina.
Uniwersytet Boloński zorganizowany był na zasadzie korporacyjnej. Studenci organizowali się w tzw. nacje, czyli związki oparte na wspólnocie językowej. To sami studenci decydowali o tym, kto będzie kierować ich studiami, wybierali swoich profesorów z którymi zawierali umowy oraz ich opłacali. Korporacje studentów były w pełni autonomiczne, a rektor był wybierany z ich grona.
Inny model przedstawiał Uniwersytet Paryski. Niestety model ten stał się wzorem dla większości uniwersytetów, w tym polskich. Uniwersytet Paryski był podporządkowany bezpośrednio miejscowemu biskupowi, który decydował o kształcie i doborze nauczanych treści. Obowiązywały na nim ścisłe reguły, podobne do reguł zakonnych, a większość nauczających i uczących się stanowili duchowni. Rektor wybierany był z grona profesorskiego.
Model boloński się nie przyjął, a szkoda, za to system szkolnictwa europejskiego opanował niczym nowotwór system boloński.
Co więcej, student przestał się liczyć jako partner w procesie studiowania. Wprawdzie dzięki niemu istnieje uniwersytet, profesorowie dostają pensje, ale traktowany jest, niestety bardzo często, jako zło konieczne. Student ma wprawdzie szereg praw wypisanych w regulaminach i statutach, ale praktycznie niewiele mu to daje. Coż zatem zostało z pierwotnej ideii uniwersytetu, korporacji studentów i profesorów? Proszę sobie odpowiedzieć na to pytanie samemu.

Anonimowy pisze...

Do komentarza z 14 grudnia 2013 23:16

Niestety jest to prawda, jutro studenci o 13.30 najprawdopodobniej zaczną pisać od nowa zaliczenie na Auli w Rokitnicy. Pytanie czy do tego dojdzie? Czy naprawdę doszło już do całkowitego z jednej strony "zdziczenia obyczajów" na naszej Uczelni a z drugiej bierności i bezsilności władz dziekańskich i rektorskich?
Dowiemy się jutro, punkt 13.30, czy nasz Uniwersytet przejdzie ten test pozytywnie, czy okryjemy się wstydem

Anonimowy pisze...

Do kompletnej kompromitacji władz dziekańskich już blisko...,ale jeszcze jest szansa na wybranie właściwego rozwiązania. Nie traćmy nadziei!

Anonimowy pisze...

Źle się stało, że ukarano ponownym kolokwium wszystkich studentów, gdyż o żadnym ściąganiu za pierwszym razem nie mogło być mowy. Jak wiadomo studenci pisali kolokwium w dwóch grupach: w poniedziałek i we wtorek i właśnie we wtorek złapano studenta (studenci z poniedziałku mieli już ocenione prace), który fotografował pytania. Świadczy to o tym ,że studenci pisali w/w kolokwium na 100% nie znając pytań, czyli uczciwie. Gdyby pytania znane były wcześniej nie byłoby potrzeby fotografowania ich na ostatniej grupie piszących. Nie dziwię się więc, że czują się niesłusznie ukarani, gdyż trudno jest założyć (rok liczy około 200 studentów), że wszyscy mieli wpływ na zachowanie studenta, który złamał regulamin (jest to młody, ale dorosły już człowiek, który odpowiada sam za siebie). Moim zdanie reakcja uczelni była niezgodna z regulaminem (odpowiedzialność zbiorowa) i studenci powinni domagać się od władz uczelni wyjaśnienia i przedstawienia opinii prawników (sprawa miała być tam skierowana do analizy przez dziekana), gdyż sytuacja może się w przyszłości powtórzyć i dla wszystkich powinno być jasne kogo, jak i na jakiej podstawie się karze.

Anonimowy pisze...

Jeszcze raz, po prawie tygodniu przeczytałem tekst i wypowiedzi. I tak na spokojnie, widzę że w katedrze jest fotofobia. I pytam: to co że student fotografował. Powinien zostać ukarany za niefachowe fotografowanie. Przecież za kilkadziesiąt złotych można mieć minikamerkę video i aparat np w guziku, piórze, długopisie, zegarku, w okularach i gdzie tam jeszcze. Mam takie kamerki i nagrania są dobre i czytelne. I nikt się nie zorientuje. Zakaz fotografowania przy ogólniedostępnych, zupełnie przyzwoitych minikamerach już jest nieaktualny. Świadczy tylko o obciążeniach psychicznych z okresu komunizmu, gdy nawet na ustępie dworcowym widniał zakaz fotografowania. Inna sprawa, to gdyby ten student miał minizestaw do komunikowania ze światem zewnętrznym, zresztą też łatwy do dostania, to co innego.
Dziwię się ludziom, którzy wierzą w nonsensowne zakazy. Byłem kiedyś na pewnym nabożeństwie w Krakowie. Wyciągam aparat i nagrywam. Przylatuje siostra - proszę to natychmiast wyłączyć. Przeprosiłem, wyłączyłem. Ale włączyłem kamerkę w guziku. Zanim się ogłosi zakaz, trzeba zastanowić się, czy jest właściwy.