Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

piątek, 6 maja 2011

O tym jak pewien Polak, naukowiec światowego formatu chciał wesprzeć świat polskiej nauki

Nauka polska błąka się gdzieś na obrzeżu nauki światowej. Przyczyn tego zjawiska jest wiele, np. brak strukturalnych reform systemu, brak systemu motywacyjnego, niedobór młodej kadry, skandalicznie niskie płace, niski poziom finansowania nauki na poziomie ułamka procenta dochodu narodowego. Ale nie o wewnętrznych aspektach polskiej nauki chciałbym napisać słów parę. Obok w/w słabości systemu, istotnie wpływających na pozycję na tle świata, liczą się także kontakty osobiste. Nie wystarczy tylko mieć w dorobku dobre publikacje, ważne by uczestniczyć w dyskusjach w czasie kongresów międzynarodowych i brać czynny udział w wymianie poglądów. Następny krok „wtajemniczenia” w globalny świat nauki to członkostwo w redakcjach renomowanych czasopism, recenzowanie artykułów tam wysyłanych oraz obecność we władzach międzynarodowych towarzystw naukowych. Wtedy głos takiej osoby jest naprawdę ważny i można coś zrobić dla naszej nauki.

Pewien profesor, Polak mieszkający w USA od ponad 25 lat zrobił tam prawdziwą karierę. Jest uznanym naukowcem, członkiem wielu międzynarodowych gremiów naukowych. Ale o kraju nie zapomniał, często tu bywa, wykłada, pomaga jak może. Swego czasu zwrócił się do prezesa jednego z polskich towarzystw naukowych z propozycją wprowadzenia do władz światowej organizacji badacza z Polski, wskazując jednocześnie osobę z dobrym dorobkiem naukowym godnym takiego zaszczytu, która miałaby tam zasiąść. Prezes po namyśle odrzucił tę propozycję (to nie jest dobra kandydatura, może jest za młody, nie bardzo się w Polsce udziela, a może profesorowie X i Y ze stolicy się obrażą, że ich pominięto – argumentów przeciw było wiele, ale nie były to poglądy wsparte oceną merytoryczną). Z kolei nasz rodak zza „wielkiej wody” nie mógł wprowadzić do znakomitego towarzystwa kogoś bez znaczącego dorobku naukowego, nie te mechanizmy i nie te standardy.

Koniec tej historii jest prosty… nie zdradzę go teraz… czekam na Państwa opinie…

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Koniec jest pewnie taki, że nikt nie wszedł do tego towarzystwa i nikogo nie ma tam do dzisiaj. Bezinteresowna zawiść jest w naszym kraju powszechna. W nauce może bardziej widoczna niż gdzie indziej. A to za młody na habilitację, a to za szybko doktorat (lepiej żeby nosił teczkę za profesorem przez kilka lat, zanim obroni), a to do publikacji ciężko zapracowanych niech dopisze kilka osób bliskich kierownikowi,a to pomijanie w nagrodach tych, którzy pracują na rzecz dopisywanych itd. Kto uczciwie w nauce pracuje i ma wyniki musi ponosić haracz na rzecz miernot, trzymanych przez kierownika i faworyzowanych. Zdolniejsi muszą pracować na miernoty, bo inaczej nie pozwolą im pracować wcale. Z czystej zawiści.

Anonimowy pisze...

100% prawda patologia goni patologię w polskiej nauce i nigdy nie będzie lepiej. Dlatego właśnie polskie uczelnie upadają, nikt nie dopuści do tego, aby młody i zdolny mógł rozwinąć skrzydła. Normą jest tępienie zdolnych pracowników przez przełożnych, oni po prostu lubują się w niszczeniu innych, pokazują najgorsze cechy charakteru, a szczególnie super-egoizm. Władza, ponadprzeciętna władza i rządzenie duszami innych - to są ich główne cele. Dlatego należy uciekać jak najszybciej i jak najdalej.