Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

czwartek, 16 września 2010

Hirschberg, Adolf-Hitler Platz

W czasie wakacji jedną noc spędziłem w hotelu „Baron” w Jeleniej Górze. Dojechałem tam rowerem po naprawdę ciężkim dniu (90 km, w tym morderczy podjazd na Przełęcz Karkonoską z nachyleniem sięgającym 25%, a temperatura na przełęczy wynosiła zaledwie 6 stopni). Hotel okazał się być bardzo porządny, urządzony ze smakiem, elegancki, z miłą i kompetentną obsługą. I wszystko byłoby bez zarzutu gdyby nie jedno „ale”. Na korytarzach hotelowych powieszono zdjęcia z przedwojennej Jeleniej Góry, która wówczas nazywała się Hirschberg. Jedno z tych zdjęć przedstawiało Adolf Hitler-Platz (Plac im. Adolfa Hitlera). Wydało mi się to niestosowne - w polskim hotelu takie zdjęcie; w końcu Führer był zbrodniarzem wojennym, uczynił tyle zła Polsce i Polakom, że taka forma jego upamiętnienia jest nie na miejscu.

Zwróciłem na tą niestosowność młodej recepcjonistce, ta była niezmiernie zdziwiona; stwierdziła, że dotąd nikt na to zdjęcie nie zwrócił uwagi. Ten brak wyczucia, co wolno, a czego nie wypada, co dozwolone, ale niestosowne zmusza do zastanowienia.

10 komentarze:

Anonimowy pisze...

sezon ogórkowy w pełni, jutro pan profesor napisze, że w wodospadzie Szklarka spotkał sobowtora potwora z Loch Ness...

Anonimowy pisze...

prawidłowo powinno być:
Adolf-Hitler-Platz

Portier pisze...

W zasadzie można powiedzieć, że to nie ona wymyśliła tą nazwę , a faktów historycznych się nie zmieni, ale summa summarum ma Pan rację, wystarczy trochę wyobraźni, by sobie takie "ozdoby" darować.

@ pierwszego komentującego: Moim zdaniem nie ma Pani/Pan racji ironizując. Właśnie dzięki uzewnętrznianiu naszych uczuć i emocji jesteśmy bardziej zrozumiali i prawdziwsi dla innych. A blog przecież jest (powinien być) odbiciem duszy jego autora.

Anonimowy pisze...

Tak, ma Pan rację. Rok w rok spędzam kilka tygodni we Włoszech i z przerażeniem patrzę na liczne podobizny Ducze pojawiajace sie w sklepach. Kilka lat temu zaczęło sie niśmiało, ot turystyczna atrakcja, obecnie jest to towar równorzędny z innymi: podobizny, cytaty, zdjęcia, albumy, koszulki, itd. Młode pokolenie w ogóle niezorientowane w niestosowności zjawiska, powoli rośnie pozytywna legenda. W Niemczech jeszcze cicho, ale odchodzi ostatnie pokolenie, które może coś autentycznego powiedzieć. Już pojawiają się publiczbne opinie, że to Polacy sprowokowali II wojnę światową i od marca 1939 dokonywali mordów na przygranicznej ludności niemieckiej. Pomijam "polskie obozy śmierci". Silna pamięć i tożsamość narodowa powinny w każdym Polaku trwać i być naturalną barierą dla wieszania tego typu fotografii w miejscach publicznych. To jest m.in. patriotyzm, a nie wymachiwanie szabelką w tłumie.
P.S. do autora pierwszej wypowiedzi. Ta wypowiedź obrazuje jak bardzo różni się nasze społeczeństwo od innych obywatelskich społeczeństw. Sezon ogórkowy, niska społeczna szkodliwość czynu, kogo to obchodzi, są ważniejsze problemy, itd...

Anonimowy pisze...

Należałoby sprawdzić czy przypadkiem recepcjonistka nie miała też dziadka w Wehrmachcie. Musimy być czujni.

Anonimowy pisze...

Dziadek w Wermachcie to nie problem. Zmieniajac rejon. Dobrze czujesz się człowieku pod pomnikiem Bochatera Ukrainy Bandery np we Lwowie, Tarnopolu czy Kijowie? Za niedługo powstanie taki może w Przemyślu czy w Krakowie. Ale masz rację, sprowadźmy kwestię do dziadka w Wermachcie i po sprawie

John pisze...

Prawdę mówiąc nie widzę powodów do tego żebym miał wstydzić się dziadka w Wehrmachcie, był na froncie zachodnim we Francji, uciekł do aliantów, przeszedł większość szlaku bojowego w dywizji pancernej gen. Maczka. Dlaczego? Był rodowitym Ślązakiem. Nie potępiam go za to, żałuję teraz tylko tego, że zbyt mało o tym z nim rozmawiałem, a teraz go już nie ma, jak i większości jego kolegów czy towarzyszy broni.....Zostały tylko zdjęcia, i te z Wehrmachtu, i te od Maczka, tyle na ten temat....

Anonimowy pisze...

I tak wracamy do początku tej serii wypowiedzi. Oczywiście, że sezon ogórkowy (wakacje akademickie). Przecież blog jest poświęcony sprawom nauki i pokrewnym .... Chyba, że chodzi o historię

Anonimowy pisze...

Panie Profesorze,
jak to mówią najciemniej jest pod latarnią .
W Zabrzu -mieście ,w którym Pan mieszka poseł PO Sekuła Mirosław kandydujący na prezydenta miasta wysyła kartki pocztowe z wizerunkiem Hindenburga.


Tutaj link do artykułu w Rzeczypospolitej
http://www.rp.pl/artykul/534264.html

"- To może bulwersować tylko kogoś, kto nie maświadomości historycznej, nie zna historii Zabrza iŚląska, która jest, jaka jest. To był okres bardzo przyspieszonego rozwoju Zabrza, które z najnowocześniejszej wsi europejskiej stało się miastem. Do tego chcę nawiązać" - tak Sekuła starał się wyjaśnić motywy swego postępowania na łamach "Rz".

"- Używanie wobec Zabrza nazwy Hindenburg nie mażadnego historycznego uzasadnienia, bo Zabrze stało się Hindenburgiem dopiero w 1915 r. Był to moment prowadzonej przez Niemców bardzo silnej kampanii zacierania polskich korzeni naŚląsku. Zabrze było nazwą wspólną dla Polaków i Ślązaków, dlatego postanowiono ją zmienić" - powiedział gazecie.

"Zaskoczenia kuriozalnym pomysłem Sekuły nie kryją nawet działacze organizacji nierzadko podważającej związkiŚląska z Polską.
"- Przez stulecia używano albo nazwy Zabrze, albośląskiej Zobrze. Okres, gdy miasto nazywało się Hindenburgiem to tylko kilkunastoletni epizod" - wytłumaczył "Rz" dr Rafał Adamus, szef zabrzańskiego oddziału Ruchu Autonomii Śląska."

jak nie będziemy pilnować tych spraw to za 30 lat w jedynym obowiązującum w Unii Europejskiej
podręczniku historii
przeczytamy:
że to Polska w 1939 napadła na Niemcy.

student_wl_katowice pisze...

A ja uważam, że nie ma Pan absolutnie racji. Chce Pan ukrywać przed ludźmi historię? Z podręczników też mielibyśmy wykreślić Hitlera, bo był zbrodniarzem (socjalistą, podobnie jak Ci z PiS, PO, SLD, PSL; wybranym w demokratycznych wyborach zresztą)? A takie byle zdjęcie, plakat, jeden wśród wielu - może akurat na nim zatrzyma swój wzrok jakiś młody człowiek i zapyta rodziców "dlaczego?", "kto to?". W ten sposób się uczymy, a uciekanie w jakąś poprawność jest czymś zupełnie abstrakcyjnym, przynajmniej dla mnie. Oczywiście nie jestem zwolennikiem wieszania zdjęć z pieców krematoryjnych na placach zabaw, ale taki obraz w restauracji na pewno nikomu nie wyrządzi żadnej krzywdy, a może zadziałać wręcz w odwrotnym kierunku.
Ktoś napisał, że niedługo możemy się uczyć z książek o tym, że to Polska napadła w 1939 roku Niemcy. Owszem - możemy. Jeśli będziemy chować do szaf swoją historię i uważać ją za ogromne tabu, to oczywiście!
Pozdrawiam.