Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

wtorek, 4 marca 2008

Został Pan oficjalnym kandydatem Wydziału Zabrzańskiego na stanowisko rektora Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, otrzymując prawie 80 proc. Poparcia w tajnym głosowaniu. Trzy lata temu też Pan startował, ale bez powodzenia. Z jakim planem teraz przystępuje Pan do rozgrywki?
Z planem wygrania tych wyborów. Warto grać tylko wtedy, gdy zakłada się wygraną. Jest mnóstwo rzeczy do zrobienia, na różnych płaszczyznach i razem z grupą moich współpracowników podejmiemy się tego zadania.

Jak Pan ocenia ostatnie trzy lata na uczelni? Obecna pani rektor będzie Pana kontrkandydatką. Pan miał opinię rewolucjonisty żądnego rozliczeń.

To fałszywy obraz, zresztą celowo rozpowszechniany. Zabiegałem jedynie o przejrzystość działań i jasne wskazanie osób odpowiedzialnych za problemy uczelni. Dokonywanie rozliczeń to zresztą nie jest rola rektora. Rektor przewodniczy społeczności uniwersytetu i kreuje przejrzysty i sprawny mechanizm zapobiegania nieprawościom. Niestety, dalej jako społeczność Śląskiego Uniwersytetu Medycznego mamy jedynie fragmentaryczną wiedzę o aktualnej sytuacji uczelni, bardzo niewiele wiemy o zaszłościach z okresu poprzednich kadencji rektorskich. Obecne władze podjęły działania rozliczeniowe, ale nawet jako członek Senatu nie mam ich pełnego obrazu. Natomiast przeglądając mój program z poprzednich wyborów ze zdziwieniem stwierdziłem, że szereg postulatów dalej czeka na realizację.

To znaczy?
Przede wszystkim utrzymywanie przestarzałego modelu dydaktycznego i brak zmian organizacyjnych. Zmieniliśmy nazwę uczelni na Śląski Uniwersytet Medyczny, co można porównać do odnowienia fasady kamienicy i pozostawienie nie wyremontowanego wnętrza. Musimy faktycznie zmieniać uczelnię, by stała się przyjazna dla pracownika. Nie wystarczy lukrowanie rzeczywistości.

Co zatem należy zmienić?
Przede wszystkim styl zarządzania uczelnią, który określam jako nakazowo-rozdzielczy, który nie sprzyja budowie partnerskich stosunków między władzami uczelni a pracownikami. Praca naukowa obciążona jest coraz większym balastem procedur biurokratycznych, co skutecznie zniechęca do aktywności naukowej. Administracja uniwersytetu zamiast pełnić rolę służebną, w ostatnich latach mnożąc biurokratyczne procedury wykreowała sytuację, w której badacze i nauczyciele czują się nie u siebie. Panuje nastrój zniechęcenia, braku wiary w przyszłość, ale i poczucie konieczności zmian.

Ma Pan do zaoferowania coś innego niż obecne władze?

Wszystkiego dziś nie zdradzę. Jednak rektor, czyli lider uczelni, powinien posiadać własną wizję i realizować ją przy szerokim udziale pracowników.

Zadłużenie uczelni wymaga wszakże zaciskania pasa.
Tak, to prawda, ale ekonomia nie może stanowić jedynego priorytetu! Na przykład nie można dopuszczać do tego, by w imię oszczędności na etaty wykładowców zatrudniać osoby młode, bezpośrednio po studiach. W ten sposób podcinamy gałąź, na której siedzimy, a jakość nauczania musi się obniżać.

Jaki ma Pan pomysł na zmiany z punktu widzenia Zabrza?
Wydział Zabrzański znajduje się w szczególnie trudnej sytuacji lokalowej. Od 2012 roku, gdy zaczną obowiązywać unijne przepisy, przestanie spełniać standardy nasz Szpital Kliniczny nr 1. Kilkanaście miesięcy temu mieliśmy szansę skorzystania z 500 mln złotych na zbudowanie nowego szpitala w Zabrzu. Poprzedni minister zdrowia zaproponował te pieniądze, ale uczelnia nie przyjęła oferty. Obecnie możliwości zbudowania szpitala ze środków budżetowych nie ma, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by zbudować szpital ze środków komercyjnych. Konieczne jest jednak szerokie porozumienie władz uczelnianych, samorządowych oraz Narodowego Funduszu Zdrowia. Jeśli tak się nie stanie, wydział zostanie całkiem zmarginalizowany.

Mnie nie dziwi ostrożność władz, skoro nadal nie poradzono sobie z Akademickim Centrum Medycznym, nigdy niewybudowanym kolosem na granicy Zabrza i Gliwic.
Ta sprawa jest zamknięta, bo wycofaliśmy się z inwestycji. Proponowany przeze mnie sposób nowej placówki nie zagraża budżetowi uczelni. Porównuję naszą uczelnię do pociągu z pięcioma wagonami-wydziałami. Jeśli jeden się wykolei, to cały skład się wykolei. Rektor musi myśleć o uczelni jako całości. Podpatrujmy, jak radzą sobie inni. Uniwersytet Śląski potrafił wybudować nowy wydział prawa i nowy wydział teologiczny. Czemu my tego nie potrafimy zrobić?

Kiedy rozpoczyna Pan kampanię wyborczą?
Ona już trwa od niemal roku. Preferuję spotkania w małym gronie zainteresowanych sprawami uczelni osób. Spotkałem się już z większością pracowników, docentów i profesorów uniwersytetu. Te spotkania to kopalnia wiedzy na temat uczelni.

Jak środowisko odebrało fakt, że znów startuje Pan w wyborach?
Presja wywierana na mnie jest bardzo duża, a temperatura rośnie! Na szczęście nie należę do osób słabych psychicznie. Odbieram liczne sygnały wspierające moją decyzję kandydowania w wyborach. Przez ostatnie 3 lata aktywnie pracowałem na rzecz uczelni i nie jestem osobą nieznaną. Jako człowiek nie uwikłany w żadne zależności, będę mógł działać dla dobra wspólnego. Nie mam jednak w zwyczaju obrażania się na osoby, które mają inne zdanie i jestem otwarty na wszelką konstruktywną pomoc.

Czy Pana zdaniem kolejna kadencja władz uczelni będzie dla uniwersytetu przełomowa?
Cały czas czekamy na przełom. Ale nie jest tak, że wszystko od razu się zmieni. Na to trzeba lat wytężonej pracy. Styl działania można jednak zmienić natychmiast. Pracę władz uczelni można porównać do działań każdego kolejnego rządu. W ciągu pierwszych kilku miesięcy po wyborach należy rozpocząć wprowadzanie koniecznych reform. Te parę czytelnych kroków pozwala ocenić, czy podejmowane prace to tylko pozory reform, czy rzeczywiście mamy do czynienia z nową jakością.

Rozmawiała Agata Pustułka. Wywiad ukazał się 18 lutego 2008 roku w Polska - Dziennik Zachodni.

2 komentarze:

Jan Szewieczek pisze...

Trzeba z szacunkiem ocenić wysiłki władz i pracowników naszego Uniwersytetu na rzecz odwrócenia dramatycznej degradacji Uczelni. Pozostaje jednak wiele do zrobienia i wymaga to nowego podejścia. Problemem i zarazem szansą Uczelni jest jej historia. Problemem – bo są karty historii ponure, niegodne, a nawet haniebne. Szansą – bo są na szczęście rozdziały godne i wielkie. Niestety, ciągle mocno tkwimy w zaszłościach – nie tylko w obszarze materialnym, ale też mentalności. W walce o naprawę Uczelni trochę straciliśmy z oczu główne zadanie Uczelni – kształcenie młodzieży medycznej. Trzeba postawić pytanie: jakich lekarzy, jakich pracowników medycznych chcemy wykształcić? Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że chodzi nie tylko o wiedzę i umiejętności, ale także o postawę wobec chorych. Dlatego wzory relacji między przełożonymi i pracownikami, a także nauczycielami i studentami powinny być bardziej podmiotowe. To oznacza nie tylko stawianie wymagań i poczucie odpowiedzialności, ale też wzajemny szacunek. Musimy dokonać też dalszego postępu w uczeniu się demokracji. Dobrym znakiem będzie, gdy regułą stanie się, że krytyczne wypowiedzi będą wyrażane z szacunkiem, ale bez lęku (tzn. z przedstawieniem się autora), a przyjmowane bez wrogości. Przełożony powiedział mi kiedyś: twoje zdanie interesuje mnie tylko wtedy, gdy jest odmienne od mojego – wtedy chcę je poznać.

Anonimowy pisze...

No, ciekawy wywiad, mądre słowa - probemy tylko są dwa. Pierwszy to coś, co zauważają wszyscy od wielu lat czyli "kto jest dla kogo" na uczelni wyższej? Całość NAUCZANIA powinna być przyjazna STUDENTOWI, bo w końcu dla studenta jest i dzięki tym młodym ludziom w ogóle jest utrzymywana, podczas gdy WSZYSCY, bez wyjątku, traktują uczelnię, jako prywatny ośrodek badawczo-rozwojowy a, nie czarujmy się, powinna to być SZKOŁA wyższa..
I w tym kontekście drugi problem - pisze Pan o Zabrzu i ratowaniu tamtego Wydziału - a co z Katowicami? Proszę przejść się do akademików UŚ (15 minut pieszo od "naszych") i zobaczyć jakie tam są warunki mieszkaniowe a potem zobaczyć "nasze". Bardzo proszę porównać ceny. Również podejście władz domu studenckiego powinno być "nieco" zweryfikowane, bo zabija normalne i naturalne nocne życie studenckie.. Nie wspominam już o rozpadającym się, "pięknym", azbestowym budynku uczelni, co roku zagrzybionym od środka,gdzie jedynym miejscem nadającym się do życia jest wyremontowany dziekanat. I wreszcie coś mniej istotnego może - proszę pamiętać, że ogólnikami rzucać łatwo - problem zaczyna się, gdy przyjdzie określić to dokładniej.. życzę Panu szczerze powodzenia, mam nadzieję, że zanim zacznie Pan kadencję, dokładnie sam, osobiście przynajmniej przejdzie się po "włościach" i oceni co i w jakim terminie wymaga wkładu finansowego.Pozdrawiam