Apel o pomoc dla naszego Kolegi Doktora Romana Kuźniewicza

https://www.siepomaga.pl/roman-kuzniewicz

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studenci/dydaktyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studenci/dydaktyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 marca 2011

Jakość nauczania

Niewątpliwie poziom dydaktyki powinien, obok wyników w pracy naukowej, decydować o pozycji i rankingu każdej uczelni wyższej. W praktyce jest dość trudno dokonać rzetelnej oceny jakości pracy naukowej, a ranking uczelni dokonywany przez Ministerstwo Nauki w ogóle nie uwzględnia poziomu zajęć dydaktycznych. Oczywiście, Państwowa Komisja Akredytacyjna formułuje zalecenia i uwagi, ale nie przekłada się to na pozycję uczelni w kraju oraz wysokość dotacji budżetowej. Po co się starać skoro nie idzie za tym działaniem odpowiednio wysokie finansowanie?

W naszej uczelni w trosce o jakość procesu dydaktycznego przyjęto nowe regulacje i system kontroli jakości. To jest generalnie dobry kierunek, ale niestety ten regulamin przyjął Senat bez wcześniejszych dyskusji w środowisku uczelnianym. To bardzo zła praktyka, pokazuje lekceważenie nas - pracowników naukowo-dydaktycznych. W czasie głosowania w Senacie zgłosiłem votum separatum i nie oddałem swego głosu. Nie wierzę, że te działania poprawią aktualny poziom dydaktyki. Uważam, że droga do poprawy jakości pracy człowieka nie wiedzie drogą kontroli, metody „policyjne” zwykle zawodzą. Prawdziwa motywacja powstaje gdy stosujemy metody pozytywne, gdy pracownik jest nagradzany za dobrą pracę, gdy czuje, że pracodawca docenia jego wysiłek zamiast ferować wyroki i kary.

Niedawno dowiedziałem się o ciekawej praktyce stosowanej w Katedrze i Klinice Okulistyki w Katowicach. W tej jednostce kierowanej przez Prorektora ds. Studiów i Studentów - Prof. dr hab. n. med. Wandę Romaniuk, do nauczania studentów angażowani są z „łapanki” lekarze-rezydenci, nie mający ani specjalizacji ani merytorycznego przygotowania do pracy ze studentami. Z polecenia Pani Profesor przystępują do pracy dydaktycznej. Po tak "dobrowolnie" prowadzonych zajęciach (gdzieś pomiędzy obowiązkami szpitalnymi) dzięki Dyrektorowi Szpitala rezydenci mają "okazję" odrobienia godzin spędzonych ze studentami na darmowych dyżurach. Ekonomicznie poprawne zjawisko: szpital oszczędza na dyżurach oraz znika problem braku asystentów.

Jaki to ma wpływ na jakość nauczania nietrudno zgadnąć...

Zgodnie z moimi spostrzeżeniami w wielu jednostkach uczelni praca dydaktyczna jest realizowana z wielkim trudem. Brakuje pracowników, jest wielu wykładowców bezpośrednio po studiach, czyli o wątpliwym przygotowaniu do prowadzenia zajęć. Inni wykładowcy są doświadczonymi dydaktykami, ale liczba godzin jaką mają zrealizować stoi w konflikcie z obowiązkami czysto lekarskimi związanymi z leczeniem chorych. Jak na dłoni widać kompletne bankructwo tzw. polityki kadrowej ostatnich lat; pozbyliśmy się adiunktów, ale ta luka nie została wypełniona. Asystent to u nas wyjątkowo rzadki ptak! Traktowanie uczelni, jak taśmy produkcyjnej, gdzie robotnicy mają bezszmerowo wykonywać swe czynności, doprowadziło do dzisiejszej zapaści. Dydaktyka to zło konieczne, to mechanicznie wykonywane zadania, sprowadzane do prawidłowego wypełniania listy z godzinami dydaktycznymi.

Ot, taka fabryka.

Pasja, zaangażowanie, misja, te pojęcia prawie całkowicie zniknęły…

niedziela, 8 sierpnia 2010

Szanowny Panie Prof. Pluskiewicz,

Od tego roku mam przyjemność spełnić swoje marzenie i rozpocząć studia medyczne. Wybrałem właśnie Wydział lekarski z oddziałem lekarsko-dentystycznym w Zabrzu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.
Dosyć nie dawno trafiłem na bloga, który Pan prowadzi, informujący o sprawach bieżących wyżej wymienionego wydziału. Napiszę krótko, zależy mi na dobrze napisanym LEP-ie. Wiem, że jeszcze nie zacząłem studiów i trudno jest mówić już teraz o tym egzaminie, ale wybór uczelni też ma jakiś na egzamin (Przynajmniej tak mi się wydaje). Słyszałem od studentów tego wydziału, że uczelnia w tym roku zaczęła działać w kierunku lepszego przygotowywania studentów do LEP-u. Czytając Pana blog mam wrażenie, ze nie jest obojętny Panu los tego wydziału, ale wydaje się Pan być obiektywny w ocenie. Ośmielam się więc prosić Profesora by, jeśli tylko znajdzie choć trochę czasu, odpisał krótko czy są szanse, że w Zabrzańskim wydziale Lekarskim będzie lepiej?
 
Z wyrazami szacunku,

Student kierunku Lekarskiego w Zabrzu



Ten list otrzymałem 29 lipca. Poniżej zamieszczam odpowiedź.

Jestem absolwentem wydziału zabrzańskiego. Ukończyłem go dość dawno, bo w 1982 roku. To był trudny czas stanu wojennego, gdy życie nie tylko uczelni, ale całego kraju zamarło. Ale ten smutny czas poprzedził wspaniały okres zrywu czasów „Solidarności”. Wolność dosłownie zalała kraj, a uczelnie były w awangardzie zmian na lepsze. Byłem wówczas, jesienią 1980 roku studentem V roku medycyny i wir rewolucyjnych zmian wciągnął mnie na dobre. Byłem jednym z założycieli Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Nie było łatwo pogodzić studia z intensywną działalnością w NZS-ie, ale to był niezapomniany okres dla wielu z nas. Tak naprawdę dopiero wtedy poznałem mą uczelnię, zrozumiałem co znaczy być studentem. Atmosfera była wspaniała, gdzieś zniknęły sztuczne bariery dzielące nas, studentów od kadry naukowo-dydaktycznej. W tych parunastu miesiącach „festiwalu” wolności bywałem także w innych wydziałach uczelni i muszę jednoznacznie stwierdzić, że to właśnie wydział w Zabrzu był centrum uczelni, tu była najlepsza atmosfera, tu działy się najważniejsze rzeczy. Wtedy zobaczyliśmy, że kolebka uczelni nadal jest miejscem dynamicznym, wiodącym.
Dlaczego, próbując odpowiedzieć młodemu człowiekowi, studentowi pierwszego roku, cofam się tak daleko w przeszłość? Czynię to jak najbardziej świadomie, gdyż nadal uważam Zabrze za kluczowe dla całej uczeni. I choć ostatnie lata nie napawają zbytnim optymizmem, czemu daję wyraz na blogu, to jestem absolutnie przekonany, że czasy świetności tu wrócą. Bo każda instytucja to przede wszystkim ludzie, to oni tworzą jej jakość. A ci są w Zabrzu i Bytomiu, są zaangażowani, otwarci. Dobrze wybrałeś, to ciągle jest niezłe miejsce do studiowania.
Co do LEP-u. To dobrze, że już dziś o tym myślisz, to dobry znak na przyszłość dla Ciebie. Podjęte ostatnio działania władz wydziału na pewno dadzą pozytywny efekt, ale wynik każdego zdającego to wypadkowa obiektywnych warunków oraz indywidualnej pracy studenta. Wierzę, że sobie poradzisz, ale czeka Cię 6 lat ciężkiej pracy.

Do zobaczenia na zajęciach

Pozdrawiam
Wojciech Pluskiewicz

czwartek, 22 kwietnia 2010

Ocena procesu dydaktycznego przez Studentów wpisana jest w kanon działalności zarówno pracownika naukowo-dydaktycznego jak i dydaktycznego. Jesteśmy wszyscy oceniany raz na cztery lata i od tej oceny zależy nasza dalsza praca w uniwersytecie. Jeżeli tak to system wprowadzający kontrolę, sama kontrola ( jakość pytań w anonimowej ankiecie) powinien być tak skonstruowany, aby czuwał na rzetelnością tej oceny.

Nasuwają się pierwsze uwagi: skoro oceniani jesteśmy co cztery lata to w formularzu oceny pracownika dotyczącym kształcenia i wychowania studentów nie powinna być zaznaczona pozycja pozytywna lub negatywna, ona powinna być udokumentowana poprzez wpisanie nazwa przedmiotu/ów , rodzaj zajęć tj. (wykład, ćwiczenia, seminaria) jaki procent studentów oceniał nauczyciela (czy była to grupa reprezentatywna!!) i jaka z ankiety wynikła ocena. Takie informacje w formularzu oceny powinny być wypełniane za każdy roku. Wtedy może być oceną w miarę obiektywną. Pytanie nasuwa się takie: czy oceniając wykład student ma na to moralne prawo, jeżeli na te wykłady nie uczęszcza? Ankieta powinna taką kwestię uwzględniać. Ta ocena jest bardzo istotna dla pracowników dydaktycznych, gdyż jest dla tej grupy jedynym kryterium decydującym o ich dalszych losach. Nie zgadzam się aby podstawą oceny nauczyciela dydaktycznego była ankieta wypełniona przez 7 (!) Studentów, wśród których dwaj wystawili ocenę negatywną i to jest podstawą do zwolnienia. Bywają sytuacje, że Studenci w swoich ankietach mają 100% rację, np., że zajęcia laboratoryjne ich nie satysfakcjonują, zamiast pracy indywidualnej odbywa się pokaz, mają mały kontakt z aparaturą, brakuje elementarnego wyposażenia, ale czy to jest zawsze wina prowadzącego? Czy braków środków na dydaktykę? Jak wtedy wykorzystać ankietę aby nie skrzywdzić pracownika? Przygotowanie dobrej ankiety to bardzo trudne zadanie. W uczelniach zagranicznych są całe zespoły specjalistów czuwające nad poprawnością takiej oceny.

Pytanie jest zasadnicze dlaczego taki mały procent Studentów włącza się w proces oceny?

  • Czy Samorząd Studencki współpracował w tworzeniu ankiety? Czy tylko ją „przyklepał”? Wiem, że Studenci z Wydziału Zabrzańskiego mieli przygotowaną własną ankietę? Jakie są jej losy?
  • Jakie jest stanowisko Prorektora ds. Studentów w tej sprawie?
  • Czy propozycje pytań zawartych w ankiecie były dyskutowane na Radach Wydziału? Jednak mamy różną specyfikę i może należałoby pytania zróżnicować?


Myślę, że pod moim tekstem przeczytamy wypowiedzi i komentarze Studentów. Na to liczę.

Niedawno w Wydziale Farmaceutycznym gościliśmy Państwową Komisję Akredytacyjną, która po raz pierwszy oceniała kierunek Biotechnologia. Na spotkaniu z pracownikami Wydziały Przewodniczący Komisji postawił pytanie: „Proszę podać argumenty przemawiające za tym że dobrze kształcicie Studentów?” Jednym z najważniejszych to właśnie ocena nas w ankietach. Kolejne pytanie: „A jaki procent Studentów bierze udział w ocenie?” odpowiedź znamy - jest w tekście prof. W. Pluskiewicza – około 9%. Oznacza to, że mogą istnieć przedmioty (lub nauczyciele akademiccy), którzy wcale nie zostali ocenieni. Co wtedy wpiszemy do formularza oceny pracownika?

Prof. Aleksandra Kochańska - Dziurowicz

poniedziałek, 13 lipca 2009

Sprawy studenckie

Przed paroma tygodniami naszą uwagę przykuła sprawa egzaminu testowego z interny, który się nie odbył z powodu niedostarczenia testów. Ta poważna wpadka nie powinna mieć miejsca, ale miejmy nadzieję, że to wydarzenie spowoduje lepszą koordynację działań w uczelni w przyszłości. Zostawmy sam fakt, skupmy się na chwilę na sytuacji w środowisku studenckim.

Tekst dotyczący tego zdarzenia zamieszczony na blogu wywołał lawinę komentarzy. Ich lektura odzwierciedla atmosferę wśród studentów, a trudna sytuacja wywołała bardzo różne reakcje. Szczególnie istotny i niepokojący jest brak jedności i solidarności wśród studentów.

Gdzie podziała się spójność tej grupy? Każdy sobie rzepkę skrobie?

Nie sądzę, żeby okres wakacji, gdy studenci odpoczywają po trudach roku akademickiego był dobrym czasem na wnikliwą, szczegółową analizę, wrócę do tematu po wakacjach. Dyskusja po tak długim okresie pozbawiona emocji powinna umożliwić nam lepsze zrozumienie zjawisk dotyczących życia studenckiego w naszej uczelni. Niemniej chciałbym podzielić się z Czytelnikami bloga moimi ogólnymi spostrzeżeniami.

Dobrym probierzem jakości uczelni jest ocena relacji na linii nauczyciel akademicki – student. Umiejętność prowadzenia zajęć, chęć podzielenia się swą wiedzą, sumienność, punktualność, ale także kultura osobista wykładowcy i traktowanie studenta, jako partnera, a nie jak ucznia to podstawowe wymagania od kadry. Z kolei student powinien wykazywać prawdziwe zainteresowanie zajęciami, przygotowywać się do nich, być aktywnym partnerem wykładowcy. W uczelni medycznej dochodzi jeszcze trzeci, bardzo istotny element – pacjent. Relacje na linii lekarz – pacjent rzutują na jakość procesu dydaktycznego, trudno sobie wyobrazić by studenci szanowali prowadzącego zajęcia, gdy on nie odnosi się do pacjenta z należną mu uwagą i szacunkiem. Stosunek studentów do chorych w znacznym stopniu jest pochodną znanych im wzorców. Obserwacja zajęć dydaktycznych pozwala na ocenę wszystkich zakreślonych wyżej obszarów.

Głęboki kryzys w jaki objął całą uczelnię sięgnął nie ominął także studentów. Zresztą dlaczego miałoby być inaczej; studenci są ważną i bardzo liczną grupą osób w uczelni. Realia życia w grupie pracowników naukowo-dydaktycznych rzutują na życie studenckie. I nawet nie aspekty materialne i ekonomiczne są najważniejsze; decydująca jest atmosfera w uczelni, wzajemny szacunek, rzetelność, sumienność.

Studenci obserwując bieżące wydarzenia w uczelni np. dotyczące szpitala okulistycznego czy losy profesora Dzielickiego zamykają się w kręgu swych spraw. Lepiej siedzieć cicho, lepiej się nie wychylać.

Jakie wzorce dajemy tym młodym ludziom? Jaki kształtujemy im obraz świata dorosłych? Czy ludzie o takich doświadczeniach będą świadomymi obywatelami uczestniczącymi w życiu publicznym? Nie sądzę. Dlatego znaczenie tego co się dzieje w Śląskim Uniwersytecie Medycznym daleko wykracza poza obszar uczelni, dramatyczna zapaść naszego uniwersytetu będzie miała wielorakie i odległe skutki społeczne.