23 lipca br. Senat RP poparł nowelę dotyczącą przepisów wprowadzających reformę nauki.
W odpowiednim czasie zamieszczę na blogu ich treść.
Senatorowie jednomyślnie poparli nowelizację. Ich zdaniem, ustawa, którą wcześniej uchwalił Sejm, nie budzi zastrzeżeń.
Nowelizacja wprowadza porządkujące zmiany o charakterze techniczno-legislacyjnym. Jej celem jest uwzględnienie w ustawie lustracyjnej konsekwencji związanych z nowymi przepisami ustaw reformujących system nauki. Koryguje podwójną numerację i wprowadza do katalogu osób pełniących funkcje publiczne dyrektora Narodowego Centrum Nauki, jego zastępców oraz zastępców dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. To oznacza, że będą musiały składać oświadczenia lustracyjne, a w przypadku stwierdzenia ich niezgodności z prawdą, osoby te zostaną pozbawione pełnionych przez nie funkcji publicznych.
Pakiet pięciu rządowych ustaw przyjętych przez Sejm w marcu - o zasadach finansowania nauki, o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, o Narodowym Centrum Nauki, o instytutach badawczych, o Polskiej Akademii Nauk - oraz poselskiej ustawy wprowadzającej przepisy przejściowe, zakładają m.in. decentralizację finansowania nauki i związanie jej z sektorem gospodarczym, powołanie Narodowego Centrum Nauki i likwidację najgorzej ocenianych jednostek naukowych.
Narodowe Centrum Nauki ma być instytucją, która w otwartych konkursach przyznawać będzie pieniądze na realizację przez naukowców najambitniejszych projektów w dziedzinie badań podstawowych (czyli badań teoretycznych). O granty na badania (w tym także zakup niezbędnej aparatury) będą się mogły ubiegać instytuty naukowe, zespoły badawcze i naukowcy prowadzący indywidualne projekty.
Narodowe Centrum Nauki ma działać od kolejnego roku akademickiego - 2010/11.
Najważniejszym jego organem będzie 24-osobowa Rada złożona z wybitnych uczonych. Rada przygotuje konkurs na dyrektora zarządzającego Centrum i będzie wraz z nim decydować o dyscyplinach, w których ogłaszane będą konkursy. Rada ma być wyłoniona do końca 2010 r.
Ustawy reformujące system polskiej nauki wejdą w życie 1 października 2010 r. NNO
środa, 28 lipca 2010
Ważne informacje dotyczące polskich uczelni
poniedziałek, 26 lipca 2010
sobota, 24 lipca 2010
W odpowiedzi na anonim Czytelnika
Do poniedziałkowego tekstu dotyczącego naukowych grantów ministerialnych nadszedł dziś anonimowy komentarz. W odpowiedzi słów kilka.
Blog jest forum służącemu komentowaniu zjawisk natury ogólnej. Nikomu nie zabieram głosu, nie zamykam nikomu ust, głosy krytyczne wobec każdego, mnie nie wyłączając, są publikowane (zatrzymuję tylko treści obraźliwe i niecenzuralne). Zachęcam do podpisywania się - w końcu prawdziwa cnota krytyk się nie boi…(I. Krasicki).
Nie prowadzę aktualnie żadnego grantu, przed paru laty aspirowałem o ich uzyskanie, ale gdy jeden z projektów został zatrzymany przez Panią Rektor Prof. dr hab. n. med. E. Małecką-Tenderę zrezygnowałem z tych starań. Był to projekt, który uzyskał dobre oceny recenzentów, ale nie uzyskał finansowania. Po wprowadzeniu korekt ponownie miał zostać wysłany na konkurs ministerialny, bez podania przyczyn Pani Rektor odmówiła jego podpisania. Termin minął, praca wielu ludzi została zmarnowana.
Należy pamiętać, że granty naukowe służą przede wszystkim prowadzeniu badań naukowych stanowiących podstawę tworzenia dobrych publikacji naukowych. Dopiero te ostatnie wpływają w istotny sposób na ranking uczelni. Od 2005 roku opublikowałem w czasopismach z Listy Filadelfijskiej 20 prac pełno tekstowych z łącznym współczynnikiem IF wynoszącym 48,570.
piątek, 23 lipca 2010
poniedziałek, 19 lipca 2010
Granty w 39 konkursie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego
W ostatnich tygodniach przebywałem na urlopie, tylko okazjonalnie miałem dostęp do internetu. Udało mi się jednak spojrzeć na wyniki ostatniego, 39 konkursu ministerialnego na granty naukowe. Miła niespodzianka, pracownicy naszej uczelni uzyskali finansowanie 14 projektów. W zestawieniu z wynikami poprzednich edycji konkursów ministerialnych to znakomita wiadomość. 6 wniosków z Wydziału Lekarskiego w Katowicach, 5 z Wydziału Farmaceutycznego z Oddziałem Medycyny Laboratoryjnej oraz 3 wnioski z Wydziału Opieki Zdrowotnej uzyskało uznanie recenzentów.
Dość duża, w odniesieniu do poprzednich konkursów, była także liczba wniosków wynosząca 38.
Nie ma niestety projektów finansowanych z Wydziałów Lekarskiego z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu oraz Zdrowia Publicznego. 3 wnioski z Zabrza oraz 2 z Bytomia przepadły w postępowaniu konkursowym. Ta niepokojąca dysproporcja między wydziałami musi zastanawiać i martwić. Dlaczego pracownicy z Zabrza i Bytomia mają zerowe konto? To bardzo źle wróży tym wydziałom w perspektywie następnych lat; wszak cykl powstawania publikacji jest długi i można przewidywać, że dzisiejsza słabość wyrażająca się brakiem grantów odbije się zmniejszeniem dorobku naukowego.
Niebawem przedstawię wyniki innych uczelni medycznych.
poniedziałek, 12 lipca 2010
O pracy dodatkowej pracowników naszej uczelni
Niedawno na stronie uczelni ukazało się poniższe zarządzenie; chciałbym napisać parę zdań w tej sprawie.
Zarządzenie Nr 60/2010 z dnia 25.06.2010 r. Rektora Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach w sprawie: wprowadzenia Wniosku o uzyskanie zgody na dodatkowe zatrudnienie u więcej niż jednego dodatkowego pracodawcy lub prowadzenie działalności gospodarczej łącznie z jednym dodatkowym zatrudnieniem w ramach stosunku pracy.
Przypuszczam, że motywem powstania tego zarządzenia była chęć mobilizacji do lepszej (czytaj: efektywniejszej) pracy pracowników uczelni. To generalnie dobry kierunek, należy starać się tak kierować uczelnią, by jej efektywność była, jak największa. Zatem trudno a priori negować zamysł skłonienia nas do bardziej wytężonej pracy; końcowa ocena uczelni jest wypadkową pracy każdego z nas. Regulacje ustawowe pozwalają na pracę w tylko jednym dodatkowym miejscu pracy (poza uczelnią) bez zgody pracodawcy, czyli rektora.
Jak uczynić, by pracownicy dobrze pracowali? Należy stworzyć im dobre warunki pracy, zadbać o przyjazną atmosferę, dobrze wynagradzać. Niezbędna jest także umiejętność takiego kierowania instytucją przez jej lidera, by pracownik był partnerem, by dać mu maksymalnie dużą swobodę działania i pole do inicjatywy. O tych fundamentalnych zasadach sukcesu każdej instytucji, a uniwersytetu w szczególności, pisałem wielokrotnie.
Tylko zatem czy próba administracyjnej regulacji podjęta w w/w rozporządzeniu wychodzi naprzeciw oczekiwaniom społeczności akademickiej? Czy tędy droga? Czy w ten sposób pójdziemy do przodu?
Absolutnie nie - to kolejna próba objęcia nas siecią wszechobecnej biurokracji, przenosimy się coraz bardziej w Orwellowski świat, w którym „policja myśli” zabiera obywatelom resztki wolności i chęci do życia. Rozliczajmy z efektów; jeden podoła licznym obowiązkom i świetnie wywiąże się z pracy dydaktycznej publikując wiele artykułów naukowych, inny mając tylko obowiązki w uczelni nie będzie sobie radził. Zamiast pracować mamy wypełniać coraz to nowe, niepotrzebne nikomu wymagania.
Czego możemy się spodziewać w efekcie wprowadzenia tego rozporządzenia?
Niektórzy zrezygnują z pracy w uczelni, inni porzucą dodatkowe zatrudnienie (czy to automatycznie doprowadzi, że zaczną seryjnie pisać prace naukowe, bardzo wątpię), niektórzy znajdą alternatywne wyjście np. zawrą umowy cywilno-prawne zamiast umowy o pracę. Poza tym każda tego typu regulacja daje dodatkowe narzędzie nacisku na pracownika ze strony pracodawcy. Wiara w moc zarządzeń, podpisów, podań, list etc. jest najlepszą drogą do atrofii ludzkiej myśli i inicjatywy, a w efekcie końcowym – upadku firmy.
Dobry pracodawca (podobnie, jak dobre państwo) tak taki, którego pracownik prawie nie widzi, taki, który tylko z oddali monitoruje całość, a nie wprowadza metody „ręcznego sterowania”.
poniedziałek, 5 lipca 2010
Nauka polska z perspektywy światowej – parę słów o kongresie ECTS (European Cacified Tissue Society), 26-30.06.2010
Niedawno brałem udział w kolejnym, 36 kongresie ECTS. Te doroczne spotkania naukowe gromadzą tysiące badaczy z całego świata zajmujących się szeroko rozumianą tematyką dotyczącą gospodarki mineralnej człowieka. Spektrum tematyczne jest niezwykle szerokie, zaczynając od badań podstawowych, a kończąc na wynikach badań klinicznych. Każdy znajdzie tam coś dla siebie, w licznych sesjach plenarnych i prezentacjach plakatowych. Nie zamierzam relacjonować Czytelnikom bloga szczegółów dotyczących kongresu; mam ogólne uwagi dotyczące nauki. W Glasgow było sporo Polaków, większość spośród nich znam osobiście. Nie oznacza to, że nasz udział był automatycznie adekwatnie duży po względem merytorycznym. Tak, jak na innych kongresach międzynarodowych stanowimy tło dla liderów europejskiej i światowej nauki, czasem prezentujemy wyniki swych badań, ale niezmiernie rzadko zdarza się uzyskać możliwość prezentacji ustnej, nie mówiąc o wykładzie plenarnym czy prowadzeniu sesji.
Dlaczego, dwie dekady po przełomie w 1989 roku, nadal nasz wkład w naukę światową jest tak marny? Przyczyn jest wiele, na pierwszym miejscu wcale nie stawiam niskiego poziomu finansowania badań naukowych. Sądzę, że podstawowa przyczyna naszej słabości to brak reform strukturalnych systemu nauki polskiej. Tak, jak dawniej dominuje system feudalny, awans naukowy zależy w znaczącym stopniu od czynników pozamerytorycznych, a prawdziwe talenty naukowe się marnują, szybko odchodzą od realizowania badań naukowych widząc, że i tak ich słabsi koledzy umiejący wkraść się w łaski hegemona zawsze będą górą. Sam znam wiele takich przykładów, poczynając od odmowy przyznania etatu dla najlepszej studentki z mojego roku, by dać go przeciętnemu absolwentowi, synowi bardzo znanego profesora (był to rok 1982), a kończąc na rozproszeniu potencjału wielu świetnych młodych ludzi niegodzących się na dzisiejsze, mętne obowiązujące zasady w polskim życiu naukowym.
Patrząc realnie na podejmowane ostatnio próby reformy nauki polskiej niestety jestem pesymistą. Powodzenie tych działań zależy od paru kluczowych czynników: autentycznej chęci ze strony środowiska akademickiego (same deklaracje to za mało), zdolności świata polityki do zawarcia umowy ponad podziałami partyjnymi oraz na końcu realnego i dość szybkiego zwiększania nakładów na naukę. Ostatnie spory na linii Ministerstwo Nauki – Rektorzy wcale nie nastrajają optymistycznie. A w zrozumienie ze strony dysponentów budżetu, że bez nauki pozostaniemy zaściankiem Europy nie bardzo wierzę.
czwartek, 1 lipca 2010
Podsumowanie czerwca
Czerwiec to miesiąc przedwakacyjny, gdy nasze myśli błądzą gdzieś po południowych plażach, a skupienie na sprawach uczelni jest nieco mniejsze niż zwykle w czasie roku akademickiego. Do tego dochodzi sesja generująca dodatkowe obowiązki (notabene, całkowicie pomijane w rozliczeniu dydaktycznym - taka współczesna praca społeczna). Zatem nie należy oczekiwać, by takie forum, jak mój blog w tym gorącym czasie był zbyt często oblegany. Ale czerwiec 2010 roku to był okres sporego zainteresowania Czytelników. Zanotowałem prawie 250 wejść dziennie.
Za najciekawsze wydarzenia uznaję tekst zamieszczony 10 czerwca - był to krytyczny wobec mnie komentarz. Prawdziwa cnota krytyk się nie boi, tę wypowiedź zamieściłem, jako regularny post. Wzbudził on duże emocje, a spora liczba komentarzy daje wyraz skali zainteresowania.
Za ważne uznaję także informacje o próbie oszustwa w czasie posiedzenia RW w Katowicach, gdy Dziekan usiłowała zatuszować brak quorum. To niedopuszczalna sytuacja, ciekawe czy będą tego dalsze konsekwencje. Wiele banalnych zarzutów było podstawą kierowania spraw do Rzecznika Dyscyplinarnego, ta próba nie była błahostką, poczyniła ją ważna osoba władz uczelni, w dodatku w obecności Pani Rektor.
Pożyjemy, zobaczymy.
Sporym zainteresowaniem cieszyły się relacje z posiedzeń RW w Zabrzu oraz tekst o zaufaniu w uczelni. Pod koniec miesiąca z uwagą czytano informacje o działaniach dyrektora SK-1 dr med. A. Drybańskiego; destrukcja w pełnej krasie, widać tego oczekują władze uczelni od dyrektora tego szpitala skoro brak jakiejkolwiek reakcji…
Nie zawieszam blogu na czas lata, ale liczba tekstów będzie mniejsza, tym bardziej, że w lipcu przebywam na urlopie.
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Z życia Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu
Dziś parę słów o pozornie błahym problemie. Idzie o decyzję dyrektora szpitala dr med. A. Drybańskiego likwidującą punkt gastronomiczny znajdujący się w budynku Pediatrii. To miejsce funkcjonowało wiele lat, służyło głównie małym pacjentom i odwiedzającym je osobom. Niebawem ma zacząć funkcjonować kawiarnia w budynku Izby Przyjęć, ale trudno uznać dotąd istniejący barek za konkurencję. Budynek nie jest połączony z Izbą Przyjęć zatem jego likwidacja oznacza w praktyce brak dostępu do jakiegokolwiek punktu gastronomicznego dla chorych dzieci. Kilkaset osób podpisało protest w tej sprawie. Bezskutecznie.
Co Czytelnicy sądzą o postępowaniu dyrektora?
Poniżej przedstawiam dokumenty w tej sprawie.
czwartek, 24 czerwca 2010
Densytometr
Jego koszt to 216.000 zł.
Przetarg został rozstrzygnięty pod koniec ubiegłego roku, następnie służby techniczne szpitala wykonały prace przygotowujące pomieszczenie pracowni, a na początku marca przedstawiciel dystrybutora dokonał montażu urządzenia oraz przeszkolił techniczkę. W celu jak najszybszego uruchomienia pracowni densytometrycznej bezpośrednio po zakończeniu montażu zwróciłem się do dyrektora Szpitala Klinicznego nr 1 z pismem, w którym sformułowałem wiele szczegółowych pytań organizacyjnych. Niestety, nie otrzymałem odpowiedzi. Formułowałem zatem następne pisma, zawiadamiając o sprawie Prof. W. Grzeszczaka, kierownika Katedry, Dziekana Prof. W. Króla, Rektor uczelni Prof. E. Małecką-Tenderę oraz Prorektora ds. Nauki Prof. J. Duławę. Odbyłem także rozmowę z Prorektorem ds. Klinicznych Prof. P. Jałowieckim. Zawiadomiłem także NFZ, gdyż wygasła w międzyczasie umowa na badania densytometryczne z pracownią w Katowicach dla pacjentów Poradni Chorób Metabolicznych w Zabrzu. Całą korespondencję w chronologicznej kolejności przedstawiam poniżej. Publikuję także protokół przekazania aparatu do użytku z 4.03.2010.
Z powodu konieczności wykonywania badań densytometrycznych u moich pacjentów, wobec całkowitego lekceważenia ich prawa do opieki lekarskiej, na początku czerwca, 3 miesiące od instancji aparatu zacząłem wysyłać pacjentów do gabinetu Dyrektora SK-1 ze skierowaniami na wykonanie badań.
Po rozmowie z Prof. P. Jałowieckim, który obiecał po rozmowie z Dyrektorem, że w ciągu dwóch tygodni pracownia ruszy uzbroiłem się w cierpliwość. Niestety, densytometr nadal jest nieczynny. Od 23 czerwca pacjentów kieruję do Dyrektora SK-1 odpowiedzialnego bezpośrednio za zapewnienie dostępności do densytometrii dla moich chorych.
Może pacjenci coś wskórają?
Cała ta skandaliczna historia ma wiele aspektów:
- Marnuje się publiczne środki
- Blokuje się badania naukowe
- Naraża się zdrowie pacjentów poradni, którzy są pozbawieni możliwości wykonywania badań densytometrycznych
- Uniemożliwia się pacjentom hospitalizowanym w SK-1 przeprowadzanie badań densytometrycznych
- Misja systemu opieki zdrowotnej nie jest realizowana
- Biegnie gwarancja aparatu
Jest także szerszy problem; samodzielności dyrektorów szpitali klinicznych w zarządzaniu szpitalami. Szpital akademicki to nie jest zwykły szpital; realizuje się w nim, obok leczenia chorych, dydaktykę oraz są prowadzone badania naukowe. Dyrektorów, jako organ założycielski, powołuje Rektor uczelni. Zatem do Rektora należy nadzór nad działaniami dyrektorów, zawiadamiając Panią Rektor Prof. E. Małecką-Tenderę liczyłem na pomoc w tej skandalicznej sprawie. Czy dyrektor może sabotować pracę naukową, zaburzać proces dydaktyczny i utrudniać prowadzenie terapii?
4. marca 2010 r.
Protokół przekazania densytometru
4. marca 2010 r.
Pismo do dyrektora Drybańskiego ws. densytometru
22. marca 2010 r.
Prośba o odpowiedź na pismo z dnia 4. marca
13. kwietnia 2010 r.
Prośba o odpowiedź na pismo z dnia 4. marca
20. kwietnia 2010 r.
Ponowna prośba o odpowiedź na pismo z dnia 4. marca
10. maja 2010 r.
Pismo Prorektora ds. Nauki do dyrektora Drybańskiego
10. maja 2010 r.
Pismo Prorektora ds. Nauki do mnie
12. maja 2010 r.
Pismo do dyrektora Drybańskiego informujące o wygaśnięciu umowy ze Śląskim Centrum Osteoporozy
17. maja 2010 r.
Pismo dyrektora Drybańskiego do Prorektora ds. Nauki (1. strona)
Pismo dyrektora Drybańskiego do Prorektora ds. Nauki (2. strona)
1. czerwca 2010 r.
Pismo do dyrektora Drybańskiego z prośbą wskazania pracowni densytometrycznej, do której należy wysyłać pacjentów
4. czerwca 2010 r.
Odpowiedź dyrektora Drybańskiego na pismo z dnia 1. czerwca
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Przytaczam dokumenty dotyczące sprawy podejrzenia o plagiat Rektora Andrzejaka z Wrocławia.
Oprócz samego meritum, zdumiewa także metoda, jaką zastosowano. Jak jest możliwa bezstronna ocena w macierzystej uczelni? To z założenia poddaje w wątpliwość jakość postępowania, w mojej ocenie należało nowy proces habilitacyjny pzreprowadzić w innej uczelni. Ale takie w Polsce mamy zwyczaje, niestety. A na marginesie, to po co w ogóle "nowa habilitacja"? Po prostu trzeba rzetelnie sprawdzić czy był plagiat i szybko zamknąć tę smutną i skandaliczną historię.
Upubliczniona dokumentacja w sprawie przewodu habilitacyjnego
piątek, 18 czerwca 2010
Hot news
"Obiekt w Rokitnicy stoi gotów do spełniania swej misji od dawna. Ta skandaliczna sytuacja wymaga szybkich decyzji, w myśl dobrze rozumianego interesu publicznego oraz, jak to celnie spuentował jeden z komentujących, do rozważenia jest także podjęcie odpowiednich kroków prawnych w celu wyjaśnienia jak jest możliwe takie marnotrawstwo grosza publicznego. Liczba i temperatura komentarzy była wysoka, brak zgody na taki stan rzeczy był powszechny.
Będę relacjonował dalszy bieg tej bulwersującej sprawy. "
Czy możemy więc liczyć na to, że Pan Profesor ze względu na udział w pracach komisji naświetli tę sprawę? Wczorajsza sytuacja na Radzie Wydziału pokazała, że nikt nic nie wie i w najlepsze kwitnie "spychactwo" problemów...
czwartek, 17 czerwca 2010
Z życia Wydziału Zabrzańskiego
Dziś odbyło się ostatnie przed wakacjami posiedzenie Rady Wydziału. Trwało jak zwykle długo, bo 6 godzin. Parę spostrzeżeń; na początku zwróciłem się do Dziekana Prof. dr hab. W. Króla z wnioskiem, by do programu posiedzenia włączyć głosowanie dotyczące wyników postępowania konkursowego w sprawie wyboru kierownika Katedry i Kliniki Chirurgii Dziecięcej, Traumatologii i Wad Rozwojowych. Ta komisja obradowała przed paru miesiącami, a jej wynik, zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, pozwala na kontynuowanie procedury (pisałem o tym na blogu, treść orzeczenia także była publikowana). Zaapelowałem, by przed końcem roku akademickiego zakończyć tą kompromitującą sprawę; niestety Dziekan zasłaniając się opinią prawników uczelnianych odmówił wniesienia tej sprawy na posiedzenie. Przy tym padały także argumenty pozamerytoryczne, nie mające nic wspólnego z problemem. Dziekan posunął się nawet do groźby pod moim adresem…
Impas trwa, prawo nie jest przestrzegane, akademickość w naszej uczelni jest na dnie…
Warto zauważyć, że odbyła się długa dyskusja dotycząca wyników postępowania konkursowego w sprawie wyłonienia kandydata na kierownika Katedry Farmakologii. Komisja w głosowaniu tajnym wskazała na Prof. T. Krzemińskiego (uzyskał 4 głosy, a jego kontrkandydat Prof. P. Nowak otrzymał 2 głosy poparcia). Dyskusja, choć jej potrzeby nie sposób negować, nie była w pełni merytoryczna, zamiast argumentów zbyt wiele było emocji i pozamerytorycznych uwag. Groźby, pomówienia, aluzje osobiste i połajanki doprawdy nie tworzą atmosfery do twórczej wymiany poglądów. RW zagłosowała 52 do 48 przeciw zatwierdzeniu wyniku komisji konkursowej. Teraz głos należy do Senatu, głosowanie w tej sprawie odbędzie się jeszcze w czerwcu.
RW przyjęła wniosek, w którym zwracamy się do Pani Rektor Prof. E. Małeckiej-Tendery z prośbą o precyzyjne określenie zasad rozliczania godzin dydaktycznych, które nie mogły odbyć z powodu godzin rektorskich. Liczymy na ostateczne rozstrzygnięcia tej kwestii.
środa, 16 czerwca 2010
poniedziałek, 14 czerwca 2010
Uczelnia w obiektywie: Opuszczony i zaniedbany obiekt w Katowicach-Ligocie
To chyba ostatnie zdjęcie z tego cyklu. Przedstawia budynek, w którym niegdyś znajdowała się Klinika Endokrynologii Dziecięcej. Dziś znajduje się w opłakanym stanie, ruina. Jak jest możliwe by miało miejsce takie marnotrawstwo dobra publicznego?
piątek, 11 czerwca 2010
O posiedzeniu Rady Wydziału w Zabrzu
Wczorajsze posiedzenie odbyło się w iście „afrykańskiej” temperaturze, tylko niektórzy panowie wytrzymali w garniturach i/lub krawatach do końca. Gdyby tak założyć klimatyzację…
Odbyło się bardzo dobre kolokwium habilitacyjne dr Oskara Kowalskiego; nawet dla osób całkowicie niezwiązanych z kardiologią oczywista była kompetencja habilitanta. Gratulacje!
Z ważnych spraw warto wspomnieć o dyskusji nad regulaminem dotyczącym procedury konkursowej dla kandydatów na stanowiska kierowników katedr i zakładów. Wprowadzono poprawki; np. wynik postępowania będzie oznajmiany kandydatowi (om) bezpośrednio po zakończeniu konkursu (tego zapisu w projekcie nie było), a protokół będą podpisywali wszyscy członkowie komisji, a nie tylko, jak proponowano w projekcie, dziekan i protokolant. Ważne jest także, że przed podjęciem decyzji Rady Wydziału odnośnie zwycięskiego kandydata będę przedstawiane szczegóły dotyczące jego wizji, jako potencjalnego kierownika jednostki. Ten zapis powinien pomóc RW w podejmowaniu prawidłowych wyborów personalnych.
Za tydzień ostatnie spotkanie w tym roku akademickim, oby w nieco bardziej sprzyjającej aurze.
czwartek, 10 czerwca 2010
Hot news! Publikuję poniżej komentarz, który właśnie otrzymałem.
Przedstawianie uczelni w takim świetle, oczywiście z pańskiej perspektywy wcale nie jest obiektywne, moim zdaniem, przez te wypisywanie informacji na blogu próbuj Pan się w jakiś sposób dowartościować i odegrać na uczelni.
Wypisywanie tych wszystkich informacji-relacji, umacnia Pana w przekonaniu że może wpłynie na jakiegoś studenta, który w najgorszym wypadku pomyśli że tak może być naprawdę, ponieważ stwierdzi że jeżeli Pan Profesor, który wykłada na tej uczelni wypisuje takie rzeczy , to może być faktycznie prawda.
Apeluje do studentów żeby otworzyli szeroko oczy i przejrzeli że ranga tytułu wcale nie umacnia nas do tego żeby mieć do takiej osoby 100% zaufania i wieżyc w jej każde słowo. Ponieważ prawo do oceny mamy jedynie wtedy, jak sami poznamy sprawę, nabierzemy do niej dystansu i przeanalizujemy jej każdy krok. Nie warto budować swojego zdania na czyjeś opinii, która może wypływa z chęci odegrania się bądź wypływającego żalu.
A studenci którzy narzekają i myślą że nasz uczelnia to jeden wielki chaos , to proszę was spójrzcie na siebie , jak Wy sami potraficie zarządzać swoim życiem i nie oceniajcie czegoś co poznaliście powierzchownie, bądź na podstawie jednej sytuacji i czyjeś opinii.
Myślicie że są osoby, które lepiej by to zrobiły>? Tak właśnie mówią ci którzy nie maja o Tym zielonego pojęcia, i są mocni tylko w "gadce" .
Odnośnie jednego komentarza :
"Ciekawe co pozwala pani rektor utwierdzać się w przekonaniu, że jest wielka i wspaniała. Oraz, że uzdrawia uczelnię i przywraca jej dawną świetność, chociaż wszystkie niezależne rankingi i oceny wypadają dla nas jak najgorzej.W przemówieniach inauguracyjnych po prostu nie ma czym się pochwalić...."
Jak wiadomo nie odrazu Kraków zbudowano, i do CZEGOŚ dochodzi się małymi krokami, ale skutecznie i procentująco na przyszłość. Podejmując nieprzemyślane decyzję można jedynie zaszkodzić. Jak wiadomo wszystkim pracownikom uczelni jak i studentom naszego Uniwersytetu , Pani Rektor słynie z dokładnie przemyślanych kroków i decyzji. Za które bardzo dziękujemy i liczymy na takie zaangażowanie do końca, oby Pani Rektor sił starczyło! I to jest przykład odpowiedniej osoby na odpowiednim miejscu.
Wczytując się głębiej w bloga, widzę ze dużo poświęcił Pan sprawie dochodów Pani Kanclerz czy też jej samej osoby i pracy.
Może warto spojrzeć na to z innej strony, że zarządzanie tak wielką Uczelnią wymaga naprawdę konkretnej osoby, osoby która będzie potrafiła to wszystko ogarnąć i umocnić pozycję.
Nie jest to łatwa sprawa, i każdemu może się wydawać że było kto, byle jaki specjalista da temu radę, otóż tak nam się tylko wydaje....
Każda praca niesie ze sobą osiągnięte sukcesy jak i porażki, ale bez tych drugich nie mielibyśmy możliwości uczyć się na błędach, spojrzenia na to z innej strony , zdobycia doświadczenia na przyszłość.
Może warto spojrzeć na taka osobę, jak wiele ona musi poświecić, ile ta osoba nam daje z siebie, a co niektórzy oceniają ja tylko z jakiś wypatrzonych w ich oczach potknięć.
Myślę że nie jedna osoba na miejscu Pani Kanclerz skapitulowałaby po paru dniach pracy, ponieważ do ogarnięcia tego wszystkiego to trzeba mieć " jaja" i Pani Kanclerz je MA ! I Dała nam niejednokrotnie tego przykład.
Może warto spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, otworzyć się na nowość, nie wrócimy do PRL-u, ten czas minął! Przed nami nowe horyzonty i dla każdego jest to krok w nowość, tylko trzeba do umiejętnie wykonać i iść dalej!
Pani Rektor i Kanclerz wykonały ten krok, i idą dalej.
Chyle czoło przed taka władzą! Dziękuje że nie stoimy w miejscu, że nie cofamy się, tylko idziemy na przód ! A efekty tych kroków widać z dnia na dzień.
środa, 9 czerwca 2010
poniedziałek, 7 czerwca 2010
Zaufanie
W każdej instytucji wzajemne zaufanie między kierownictwem (w pierwszej kolejności liderem, przywódcą), a pracownikami stanowi jeden z fundamentów wspólnego sukcesu. Zaufanie to warunek normalnego funkcjonowania, musi być ono dwukierunkowe; pracownicy wiedzą, że lider działa w dobrej wierze na ich rzecz, a nie tylko dla „swoich”, natomiast władza ma pewność, że ich podwładni akceptują i rozumieją podejmowane działania i decyzje. Im instytucja jest większa tym trudniej o takie obustronne zrozumienie i zaufanie. Wymaga to długotrwałej „pracy u podstaw”, cierpliwości, dużej dawki empatii dla drugiego człowieka, rozmów, w których skupimy się raczej na słuchaniu opinii innych osób niż głoszeniu własnych poglądów. Jak uzyskać porozumienie, czy w ogóle warto się trudzić, może lepiej, by władze skupiły się na pozytywnym działaniu niż trudzić się i zabiegać o zrozumienie? Z drugiej strony, jak zbudować zaufanie kierownictwa do pracowników?
Nie inaczej jest w uczelniach, sądzę, że w szkołach wyższych w szczególny sposób powinno się dbać o zaufanie. Spróbuję uzasadnić dlaczego uniwersytety, politechniki i inne typy szkół wymagają specjalnej troski i specjalnych działań.
Jak zmierzyć sukces uczelni? W decydującej mierze zależy on od jakości pracy o charakterze twórczym. Proces dydaktyczny wymaga sporej dozy inwencji, ale dopiero nauka to pole prawdziwych wyzwań. Pełna swoboda, nieskrępowana niczym działalność intelektualna jest immanentnym elementem prawdziwego uniwersytetu. Kiedy możemy liczyć na pełną ekspresję tych możliwości? Czy liczą się tylko dobrze wyposażone laboratoria i granty? Z pewnością to za mało, człowiek swe możliwości pokazuje wtedy, gdy jest w pracy u „siebie”, gdy jest traktowany jako partner, któremu się ufa, nie jak ktoś, kto ma wykonać zadania narzucone z góry. Po co się starać, gdy nikt tego nie oczekuje, gdy władza wie wszystko lepiej? A nauka nie toleruje przymusu, biurokracji, ręcznego sterowania.
Przyjrzymy się naszej uczelni; czy jest to miejsce spełniające te normy, czy znajdujemy tu sprzyjające warunki do rozwoju, czy w procesie realizacji dydaktyki oraz w pracy naukowej znajdujemy proste, czytelne zasady.
Każdy z pracowników SUM z pewnością ma własne poglądy i doświadczenia w tej mierze, liczę na opinie.
piątek, 4 czerwca 2010
O doktorze Marku Czekaju
Latem w roku ubiegłym uwaga opinii publicznej długie miesiące przykuwał konflikt wokół Kliniki Okulistyki na Ceglanej. Ofiarą tego niepotrzebnego sporu stał się, między innymi, dr Marek Czekaj, który stanął na czele protestujących pracowników szpitala. Wyrzucony dyscyplinarnie z pracy, pod pozorem śmiesznych zarzutów swych racji dochodził na drodze postępowania sądowego. Artykuł zamieszczony poniżej opisuje koniec tej sprawy, dr Czekaj uzyskał satysfakcjonujący wyrok sądowy.
To bardzo cieszy, ale warto zapytać się czy nie należy kosztami tego procesu obciążyć dyrektora, który go z pracy wyrzucił. Przecież nie z kieszeni dyr. A. Drybańskiego płynęły pieniądze na ten cel, to były pieniądze publiczne.
Dyscyplinarka za białe miasteczko na Ceglanej cofnięta
środa, 2 czerwca 2010
Po co nam są Uniwersytety?
Ostatnie wydarzenia w naszej uczelni skłaniają do szerszej refleksji, wykraczającej poza bieżące wydarzenia. Warto zastanowić się jaka jest rola szkół wyższych w ogóle, w jaki sposób wpływają one na życie w kraju i jak ich poziom rzutuje na możliwości państwa jako całości. Od dawna mam głębokie przekonanie, że żaden kraj bez nowoczesnego szkolnictwa wyższego, przygotowującego kadry zdolne do podjęcia wyzwań współczesności nie ma szans na sprostanie krajom tworzącym światową elitę cywilizacyjną. Drugi, obok dydaktyki, kluczowy obszar stanowi nauka. Bez własnej, innowacyjnej myśli naukowej skazani będziemy na wykorzystywanie cudzych pomysłów i opracowań, a nasza rola zostanie sprowadzona do roli odtwórców i konsumentów.
Ktokolwiek nieco bliżej przygląda się polskim uniwersytetom musi zgodzić się z opinią, że ich aktualne funkcjonowanie daleko odbiega od oczekiwań i możliwości.
Jak zreformować polskie szkolnictwo wyższe? Kto jest za to odpowiedzialny?
Istnieją dwa główne ośrodki mające wpływ na stan uczelni: szeroko rozumiana klasa polityczna oraz środowisko uniwersyteckie. Nic o nas bez nas, to my sami powinniśmy określić dokąd iść, ale generalne zasady, reguły ustawowe i środki finansowe są w gestii szeroko rozumianej klasy rządzącej. Rzeczywiste zmiany mogą dokonać się pod warunkiem współdziałania tych dwóch środowisk; bez zmian na poziomie krajowym nic nie zrobimy, ale z kolei „na siłę”, bez zgody i zrozumienia istoty reform ich powodzenie także stoi pod znakiem zapytania. Ciekawym przykładem poglądu środowisk władzy na reformę szkolnictwa wyższego jest zdanie wypowiedziane przed laty przez Premiera J. Buzka, który na moje pytanie dlaczego nie podjęto działań naprawczych w czasie jego premierostwa odpowiedział, że uczelnie są samodzielne, samorządne i same powinny dbać o swój poziom. Zgoda, centralne regulacje nie mogą prowadzić do ograniczenia autonomii uniwersytetów, ale z drugiej strony przecież szkoły wyższe nie mogą nadużywać swych prerogatyw do niezależności. Jak pogodzić zamierzenia na poziomie państwowym z poglądami środowiska niekoniecznie sprzyjającego reformom?
Jak dotąd minione dwie dekady nie dały odpowiedzi na te pytania, polskie uniwersytety drepczą w miejscu. Świat ucieka szybko, widać to np. na przykładzie ilości polskich publikacji w naukowych pismach światowych, liczbie patentów i cytacji, odsetkowym udziału w globalnej liczbie publikacji.
Uczelnie nie mogą pozostawać niezmienną wyspą na tle szybko zmieniającego się świata. Mam wrażenie, że polskie uczelnie, w znakomitej większości, pozostają obszarem realizacji interesów wąskiej grupy osób, znajomych, przyjaciół, grup nacisku etc. Od pewnego czasu obserwujemy działania reformatorskie podjęte przez Ministerstwo Nauki, widzimy także działania środowiska uczelni reprezentowanego np. przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Coraz liczniejsze są także inicjatywy oddolne stanowiące wyraz niezgody pracowników naukowych na dalszą wegetację na obrzeżach współczesnej cywilizacji.
Zobaczymy co z tego wyniknie, czekamy na prawdziwy przełom.
wtorek, 1 czerwca 2010
Podsumowanie maja
Czas ucieka, wakacje tuż, tuż. Minął kolejny miesiąc roku - czas na parę zdań o maju 2010. W minionym miesiącu jedno wydarzenie w naszej uczelni (pozwolą Państwo, że w odniesieniu do SUM będę tymczasowo używał określenia „uczelnia”, bo słowo „uniwersytet” nie jest adekwatne do naszej rzeczywistości) przesłoniło wszystkie inne sprawy. Myślę o posiedzeniu Rad Wydziałów 12 maja br. To kolejne spotkanie, potencjalnie ważne forum wymiany myśli, informacji i pole otwartej, nieskrępowanej dyskusji okazało się kompletnym niewypałem. Zafundowano nam jednostronny obraz prezentowany przez władze, a dyskusję skutecznie uniemożliwiono. A do tego kolejna odsłona historii kompromitującej naszą uczelnię - losów Profesora J. Dzielickiego. Tylko dzięki uporowi Profesora udało mu się zabrać głos, a wiele osób dopiero wtedy w pełni uświadomiło sobie, jak bardzo niesprawiedliwy los spotkał profesora na końcu jego drogi zawodowej w uczelni.
Kto następny? Lepiej siedzieć cicho, nie narażać się, jakoś przetrwać…
poniedziałek, 31 maja 2010
Wczoraj liczba wejść na blog przekroczyła 100.000
Z tej okazji parę zdań podsumowania. Od czerwca 2008 zbieram dane o liczbie odwiedzających blog, od tego czasu średnia liczba odwiedzających wyniosła około 4500 miesięcznie.
Rekordowe zainteresowanie wzbudziła informacja o Tajnym Współpracowniku SB „Anatom” i przez trzy kolejne dni codziennie zaglądało na stronę ponad pół tysiąca osób.
Poniżej przedstawiam dziesięć najważniejszych moim zdaniem spraw. Podstawowe kryteria zaliczenia ich do „Top Ten” to liczba wejść, liczba komentarzy, a także obserwacja dalszego biegu poruszanych spraw.
- Informacja o TW „Anatom”, dzięki której opinia publiczna dowiedziała się o inwigilacji naszego byłego Rektora Prof. Z. Religi (12.10.2009).
- Cykl „Śląski Uniwersytet w obiektywie”, największe zainteresowanie wywołało zdjęcie budynku Katedry Farmakologii w Zabrzu – Rokitnicy (8.02.2010).
- Informacja o zarobkach Kanclerz uczelni, dwukrotnie za rok 2008 (27.09.2009) i 2009 (21.03.2010), dzięki ich publikacji opinia publiczna, także za pośrednictwem mediów, które wykorzystały te dane została poinformowana o dochodach pracowników naszej uczelni i Prezydenta RP w zestawieniu z dochodami kanclerzy polskich uczelni medycznych.
- Teksty o losach Prof. J. Dzielickiego; było ich wiele, niestety nie spowodowały zaprzestania prowadzenia tych kompromitujących działań, a opinia publiczna została zaznajomiona czym zajmują się władze naszego uniwersytetu także za pośrednictwem popularnego programu publicystycznego „Celownik”.
- Cykl informacji o przenoszeniu (i przeniesieniu) Klinik Alergologii i Endokrynologii z Zabrza do Katowic, było mnóstwo dokumentów, komentarzy, opinii, linków artykułów prasowych od maja 2009 do jesieni. Kliniki przeniesiono z pogwałceniem obowiązującego w Polsce porządku prawnego, widać Polska nie jest państwem prawa. Smutna konstatacja, ale „Amicus Plato sed magis amica veritas”…
- Informacje o konkursach na stanowiska kierowników Katedry i Kliniki Ginekologii i Położnictwa w Katowicach oraz Katedry i Zakładu Chirurgii Stomatologicznej w Zabrzu długie tygodnie przykuwały uwagę opinii publicznej. Optymizmem może napawać, że władze zostały zmuszone do zmiany frontu w sprawie Kliniki Ginekologii, a próba zmanipulowania sprawy obsady Katedry Chirurgii Stomatologicznej się udała wobec sprzeciwu Rady Wydziału z Oddziałem Lekarsko-Dentystycznym w Zabrzu. Impas trwa w jednostce pracuje doktor habilitowany, a obowiązki kierownika pełni dr med.
- Wpadka z egzaminem z testem z interny na V roku w Zabrzu opisana została 22 czerwca. Wzbudziła gorące dyskusje studentów (22 komentarze). Jestem przekonany, że więcej taka sytuacja się nie zdarzy i był to „wypadek przy pracy”.
- Relacja z posiedzenia Rad Wydziałów 12 maja 2010 pokazała jednoznacznie, że nasze środowisko akademickie nie akceptuje metod prezentowanych przez władze uczelni, a rekordowa liczba 30 komentarzy utrzymanych w podobnym tonie jest tego znakomitą ekspresją.
- Informacje o wynikach kolejnych konkursów na granty naukowe Ministerstwa Nauki dają obraz niskiej aktywności na tle innych uczelni medycznych.
- Wyniki kolejnych Lekarskich Egzaminów Państwowych dla naszych absolwentów obrazują nienajlepszy stan dydaktyki w uczelni, co dotyczy w pierwszym rzędzie absolwentów stomatologii.
sobota, 29 maja 2010
SUM – anty-uniwersytet
W czwartek miałem mieć zajęcia ze studentami IV roku Wydziału Lekarskiego w Zabrzu. Był to fakultet „Kliniczne aspekty starzenia się”, którego powstania jestem pomysłodawcą i koordynatorem. Ku memu zdziwieniu studenci nie przyszli więc po kwadransie, upewniwszy się, że termin zajęć jest prawidłowy, zadzwoniłem do Dziekanatu z zapytaniem, co się dzieje. Odpowiedź była krótka: są godziny rektorskie z powodu kręcenia filmu promującego naszą uczelnię. Przez moment przeniosłem się w świat surrealizmu, Kafkowskiego humoru i filmów Bareji równocześnie. Ale to nie żart – czy zajęcia dydaktyczne należy odwoływać z takiego powodu? A przecież ciągle słyszymy o konieczności dbałości o jakość procesu dydaktycznego, o niezadowalających wynikach LEP-u, o ankietowaniu.
piątek, 28 maja 2010
czwartek, 27 maja 2010
Z życia ŚUM
Wczoraj odbyło się posiedzenie Senatu, przedostanie w tym roku akademickim. Nie brałem w nim udziału, nie mogę zatem odnieść się szczegółowo do poruszanych problemów. Niemniej informacje, jakie posiadam pozwalają na pewne ogólne spostrzeżenia.
W ostatnim czasie coraz więcej uwagi poświęca się roli nauki, jako podstawowego kryterium oceny pracowników naukowo-dydaktycznych. To generalnie słuszny kierunek, wszyscy musimy lepiej pracować, prowadzić dobre badania, a ich wyniki publikować w renomowanych periodykach medycznych. Także w czasie wczorajszego posiedzenia to właśnie dorobek naukowy w istotny sposób wpływał na rozstrzygnięcia w głosowaniach dotyczących obsady stanowisk kierowniczych oraz dalszego zatrudnienia w uczelni. Wnioski są dość jednoznaczne; warunkiem sukcesu w uczelni jest dobry dorobek naukowy mierzony obiektywnymi kryteriami (punkty IF, punkty ministerialne, cytacje, współczynnik Hirscha). Trudno negować znaczenie dorobku, sam jestem zapalonym badaczem i prowadzę wiele różnych projektów. Ale jest też druga strona medalu - praca naukowa wymaga stabilizacji, także finansowej, spokoju, profesjonalnego wsparcia różnych działów w uczelni. Te warunki nie są w naszej uczelni realizowane, a nauka niestety ciągle jest przez wielu postrzegana, jako zło konieczne. Mamy za mało młodych, prężnych, dynamicznych pracowników, asystent zaraz po studiach to „rzadki ptak”.
Sama polityka rozliczania przez pryzmat dorobku naukowego, choć zasadniczo słuszna, to za mało. Potrzebujemy spójnego programu prorozwojowego w zakresie nauki, nie zmian fasadowych, nie tylko wymagań, ale i oferty dla nas, tych którzy tworzą oblicze uczelni. Powiedzmy wprost, oferty wcale nie w pierwszym rzędzie finansowej; istota rzeczy to atmosfera w uczelni, wiara w sens dla pracy dla dobra wspólnego, przywrócenie zasad etyki akademickiej. Te są fundamentalne warunki, bez nich wymagania pozostaną jak bat ekonoma, a nie wymagania światłego przywódcy względem świadomego partnera, pracownika uczelni.
wtorek, 25 maja 2010
poniedziałek, 24 maja 2010
Nowe miejsca pracy w Śląskim Uniwersytecie Medycznym
Na stronie internetowej uczelni zamieszczono informacje o konkursach na nowe etaty. Niestety, podobnie, jak w latach ubiegłych większość, bo 19 miejsc dotyczy wykładowców, a 13 to etaty dla asystentów. Ogłoszono także 4 konkursy na stanowisko adiunkta i jeden konkurs na etat lektora. Zatem nadal wśród młodej, nowo przyjmowanej do uczelni więkoszść kadry stanowią wykładowcy, co jest bardzo niekorzystnym trendem z punktu widzenia rozwoju naukowego uczelni. Poza tym, jak można liczyć, by ci młodzi ludzie byli w stanie sprostać wymaganiom stawianym wykładowców; limit 360 godzin dydaktycznych jest wysoki. Wiara, że można nagle bez lat przygotowań i zdobywania doświadczeń stać się pełnowartościowym dydaktykiem-wykładowcą jest pozbawiona podstaw. Zatem nadal jest kontynuowana samobójcza polityka podkopywania fundamentów naszego uniwersytetu: nauki i dydaktyki.
Analiza informacji budzi zdumienie także z innego powodu: na Wydziale Lekarskim w Katowicach ogłoszono konkursy na 6 asystentów, 2 adiunktów i tylko 2 wykładowców oraz 1 lektora. Odwrotnie na wydziale w Zabrzu - tu dominują wykładowcy (n=6), a przewidziano tylko po jednym miejscu dla adiunkta i asystenta. Doprawdy zdumiewająca asymetria. Ale to tylko pozornie dziwna sytuacja - likwidacja kolejnych klinik wydziału i przenoszenie innych do Katowic nie pozostawiają złudzeń co do szans wydziału zabrzańskiego na przyszłość…
sobota, 22 maja 2010
O polskich sprawach
Katastrofa samolotu prezydenckiego była wydarzeniem bez precedensu we współczesnym świecie. Nigdy w czasach pokoju nie miała miejsce podobna tragedia, żaden kraj w jednej chwili nie stracił tak wielu osób pełniących kluczowe role w państwie. Ale uwaga kraju, a przede wszystkim uwaga opinii publicznej w dosłownie całym świecie zogniskowała się także na zbrodni katyńskiej. Historia zatoczyła koło, a skrzętnie ukrywana prawda o Katyniu obiegła wszystkie kontynenty. To stwarza, mam nadzieję, szanse na pełne wyjaśnienie prawdy o Zbrodni Katyńskiej. Wszyscy Polacy oczekują takiego zakończenia historii katyńskiej, a tragedia z 10 kwietnia br. może być zaczynem zupełnie nowego rozdziału w historii stosunków między naszymi narodami (choć dotychczasowy bieg spraw topi wcześniejsze nadzieje).
Niedługo po 10 kwietnia rozmawiałem z dr Jerzym Wieczorkiem, absolwentem naszej uczelni, aktualnie mieszkańcem Lublina. Poznaliśmy się w 1980 roku, razem zakładaliśmy Niezależne Zrzeszenie Studentów (NZS) Śląskiej Akademii Medycznej w Zabrzu. W tym gorącym czasie spotykaliśmy się setki razy, a dyskusje, jakie toczyliśmy na posiedzeniach zarządu NZS-u, były nieraz burzliwe. Ale spory, jakie rozstrzygaliśmy nigdy nie dzieliły tej zwartej grupy osób, wręcz przeciwnie, cementowały naszą przyjaźń. Do dziś utrzymuję bliskie kontakty z wieloma wtedy poznanymi ludźmi. Zwrotne chwile życia skłaniają nas do rozmowy z innymi osobami, a takim momentem była katastrofa pod Smoleńskiem. Zawsze ceniłem dr Jurka Wieczorka za wnikliwe sądy, Jego spojrzenie na pewne sprawy nieraz wkraczało w obszary zupełnie niedostrzegane przez innych. Zadzwoniłem do Lublina jeszcze 10 kwietnia; w następnych dniach rozmawialiśmy kilkakrotnie. Jurek zwrócił mi uwagę na zupełnie inny aspekt pośrednio związany z wypadkiem lotniczym w drodze do Katynia.
Mówił tak:
„ … narzekaliśmy zawsze na naszych wschodnich sąsiadów, którzy ukrywali prawdę o Katyniu, wzywaliśmy ich, by powiedzieli prawdę i mieliśmy pełne prawo do tego. Ale nie wystarczy ich pouczać, co mają zrobić w sprawie Katynia; trzeba wyjaśnić najpierw „Polski Katyń”. Ile bowiem jest cmentarzy przy powiatowych urzędach bezpieczeństwa? - nawet nie są one zidentyfikowane; nie wiemy, ile osób tam zamordowano. Kto to zrobił? - Rosjanie? - Nie, to Polacy, choć z sowieckiego nadania - ale Polacy. I oni chodzą i żyją wśród nas! W tej sytuacji ani nie mamy prawa moralnego napominać Rosjan, ani nie powinniśmy zapominać, że nierozliczeni sami ze sobą, jesteśmy niewiarygodni rozliczając Rosjan.
Tych zabitych w „Polskim Katyniu” jest wielu. To nie tylko więźniowie SB-ckich powiatowych i wojewódzkich posterunków, zakopywani nieopodal lub w podwórzu. To też ofiary walk polsko-polskich oraz polskich represji odwetowych. Otóż miałem 2 lata temu pacjenta, który opowiadał mi, że był świadkiem eksterminacji polskiej wsi. Schowany w krzakach patrzył, jak zabijają jego rodzinę. Eksterminacji dokonywali polscy esbecy za karę za wspieranie oddziału AK, który nie poddał się rozbrojeniu. Zapytałem czy w "wolnej Polsce" upomniał się o sprawiedliwość. Tak - rzekł mi - jego dzieci podjęły akcję szukania innych ofiar esbeckich przez Internet, on sam chciał pójść do sądu. Lat temu kilka, krótko po rozpoczęciu tych starań, przyszli doń pewni panowie. Nie przedstawili się, ale stanowczo odradzili zaniechania czynności, jeśli kocha swoją rodzinę, która żyje, jeszcze żyje, ale przecież nie musi – więc zaniechał tych działań. Odkłamanie Katynia było fundamentem III RP, ale odkłamanie „polskiego Katynia” nie może czekać bez końca. Na razie za taką Ojczyzną mogę tylko potęsknić……”
Nikt nie kwestionuje konieczności wyjaśnienia sprawy Zbrodni Katyńskiej, ale jak jest możliwe, by zbrodnie na ziemi ojczystej zostały nie osądzone? I wcale nie widać woli, by tego dokonać. A ostatnie zmiany w polskim prawie dotyczące funkcjonowania Instytutu Pamięci Narodowej pokazują wręcz odwrotne zjawisko. Dotąd do archiwalnych dokumentów dostęp miały ofiar prześladowań (nie licząc naukowców czy dziennikarzy), ale zgodnie z nowymi regulacjami umożliwiono wgląd w akta także byłym funkcjonariuszom aparatu bezpieczeństwa. Szydercze koło historii zrównało w prawach ofiary i ich prześladowców, to taka forma „sprawiedliwości” społecznej i demokracji doby współczesnej.
Trudno mieć jeszcze nadzieję, żebyśmy, jako naród, byli zdolni do realizacji elementarnych zasad sprawiedliwości. Kraj, który zatracił pamięć nie ma dobrych rokowań na przyszłość, a odium zatarcia zbrodni czasu pogardy na pokolenia będzie zatruwało nasze życie społeczne.
piątek, 21 maja 2010
Wybory uzupełniające do Senatu
W cieniu ostatniego wspólnego posiedzenia Rad Wydziału się wybory uzupełniające skład Senatu uczelni. W Senacie od roku był wakat po Pani Joannie Sarat, chciałbym napisać o Niej parę słów. Pani Sarat „od zawsze” pracowała w Akademii, potem Uniwersytecie. Zawsze uśmiechnięta, pogoda i miła dla innych. Ale to nie te wartościowe cechy osobiste decydowały o roli jaką pełniła w uczelni. Dla studentów z pewnością pozostanie w pamięci, jako zaangażowany kierownik akademika, dla administracji jako opoka wiedzy o uczelni i przepisach regulujących jej pracę, dla członków NSZZ ‘Solidarność” była i jest nadal osobą, której zdania zawsze trzeba uważnie wysłuchać. A do tego rzadko spotykane zrozumienie prawdziwego znaczenia zjawisk społecznych i autentyczne zaangażowanie jakie wykazuje Pani J. Sarat jest warte najwyższego uznania. Mam nadzieję, że w uzupełnionym składzie Senatu Pani Sarat znajdzie godnego siebie następcę.