Apel o pomoc dla naszego Kolegi Doktora Romana Kuźniewicza

https://www.siepomaga.pl/roman-kuzniewicz

piątek, 26 lutego 2010

Śląski Uniwersytet Medyczny w obiektywie – część 11.

Równocześnie rozpoczęto prace projektowe i budowlane dla potrzeb Wydziału Farmaceutycznego. Do tego budynku (ul. Ostrogórska) mieliśmy się wprowadzić w 1980 roku. W miarę pozyskiwania pieniędzy budowla ta rozrastała się i przed dużym budynkiem widoczny jest niższy, w którym miały być zlokalizowane sale wykładowe. Jak SUM rozwiązuje problem tej inwestycji ostatnio opisano: Jak SUM lekceważy sosnowiec

Należy tylko postawić sobie pytanie: ile rocznie uczelnię kosztuje utrzymanie tego obiektu?


sosnowiec

środa, 24 lutego 2010

Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce – Kształcenie

Kształcenie to, obok prowadzenia badań naukowych, podstawowy kierunek aktywności uczelni wyższych. Niewątpliwie jakość procesu dydaktycznego oraz dostępność do studiów dla młodych ludzi stanowią podstawowe kryteria oceny całego procesu dydaktycznego. Autorzy opracowania szeroko omawiają te zagadnienia odnosząc się do analogicznych danych krajów OECD. Za ważne spostrzeżenia uznaję:

  • Wysoki odsetek skolaryzacji (liczby studiujących do niestudiujących) wynoszący w Polsce 31% trudno porównywać z danymi z innych krajów wobec aż 52% studiujących w trybie zaocznym, zupełnie nieznanym w innych krajach; oznacza to iż w rzeczywistości w kraju studiuje mało osób
  • Zbyt dużo mamy studentów handlu czy zarządzania
  • Mało bo tylko 6% stanowią studenci kierunków zdrowie i opieka społeczna przy średniej 13% w innych krajach
  • Niska jakość kształcenia, szczególnie w uczelniach niepublicznych
  • Zbyt mało pracowników dydaktycznych przypadających na jednego studenta

Ciekaw jestem jakie propozycje sformułują autorzy raportu w części dotyczącej postulowanych kierunkach zmian. Sądzę, że w tej części brak jest zupełnie uwzględnienia znaczenia elementu oceny procesu dydaktycznego przez studentów (ankietowanie) oraz oceny jakości relacji na linii student-pracownik. Dopóty, dopóki te stosunki będą pozbawione prawdziwego porozumienia, a dominować będą relacje jednokierunkowe trudno mówić o partnerstwie i uzyskiwaniu wysokiej jakości kształcenia.

wtorek, 23 lutego 2010

Z życia wrocławskiej AM

Kto nastaje na honor rektora Akademii Medycznej

poniedziałek, 22 lutego 2010

Ważny komentarz dotyczący najbliższego posiedzenia Senatu

Proponowane przez Kolegium Rektorskie zmiany do statutu Śląskiej Akademii Medycznej !! [taki jest jeszcze tytuł statutu ( 20 Luty 2010)–patrz strona internetowa Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, przy okazji zmian w statucie zwróciliśmy uwagę na poprawienie tego tytułu - otrzymaliśmy odpowiedź, że nasza uwaga jest bezzasadna), (pismoAGS/0002/0721/2/10 z dnia 29.I.2010) można rozpatrywać w kategoriach jako:
  1. istotnych dla samodzielnych pracowników nauki ubiegających się w ramach postępowania konkursowego o stanowiska kierownicze,
  2. istotnych dla przyszłych kierowników jednostek organizacyjnych Uniwersytetu, które zgodnie z Ustawą o zakładach opieki zdrowotnej
    (Dziennik Ustaw nr.14, poz.89 z 2007) zaliczane są do zakładów opieki zdrowotnej (tj. klinik, oddziałów klinicznych i innych jednostek zoz),
  3. porządkujące procedurę postępowania w nadawaniu akademickiego tytułu honorowego doktora honoris causa,
  4. wynikające z zmian organizacyjnych w Uniwersytecie.

Ad 1. Propozycja Kolegium Rektorskiego (Kol. Rek.):
„Oceny kandydatów/kandydata/ dokonuje komisja powołana przez Rektora, w skład której wchodzą: Dziekan - jako przewodniczący oraz pięciu członków powołanych przez właściwą Rade Wydziału” oraz: Ocena poszczególnych kandydatów (kandydata) dokonywana jest w głosowaniu tajnym przy obecności wszystkich członków komisji. Uznaje się, że kandydat otrzymał pozytywną opinię, jeżeli uzyskał co najmniej 4 głosy „za”.

Propozycja Zakładowej Organizacji Związkowej NSZZ”Solidarność”(Związek):

„Oceny kandydatów/kandydata/ dokonuje komisja powołana przez Rektora, w skład której wchodzą: Dziekan-jako przewodniczący oraz sześciu członków powołanych przez właściwą Rade Wydziału” oraz: Ocena poszczególnych kandydatów (kandydata) dokonywana jest w głosowaniu tajnym przy obecności wszystkich członków komisji. Uznaje się, że kandydat otrzymał pozytywną opinię, jeżeli uzyskał co najmniej 4 głosy „za”.

Nasze uzasadnienie:

Tworzone zapisy prawne na szczeblu Uniwersytetu (Statut) powinny być zgodne z intencją zmian przewidywanych w nowej ustawie o szkolnictwie wyższym, która przewiduje, że konkurs na stanowisko kierownicze może się odbyć, jeżeli przystępują do niego przynajmniej dwaj kandydaci. Stanowisko
Kierownicze będzie można sprawować tylko przez dwie kadencje. Proponowany przez Kol. Rek. zapis spowoduje, że większość konkursów będzie nierozstrzygniętych. Aby otrzymać pozytywną ocenę komisji liczącej 6 osób trzeba aż uzyskać 66,67% głosów.

Odpowiedź JM Rektor:

„Celem wprowadzenia nowelizacji tego zapisu była eliminacja zgłaszanych, w tym przez związki zawodowe, wątpliwości interpretacyjnych do dotychczasowej treści -Tak to jest prawda: w tej sprawie było wystosowane pismo do JM Rektor i sama na stronie internetowej związku i blogu prof. W. Pluskiewicza poruszałam ten temat.

Dalej czytamy:
Zawarta w piśmie propozycja utrzymania 7 osobowego składu komisji przy jednoczesnym obniżeniu progu wymaganych głosów „ zupełnie wypacza sens wprowadzania szczególnie (restrykcyjnego) trybu głosowania w odniesieniu do pozostałych zapisów Statutu”.
Propozycja Związku na tym etapie postępowania została odrzucona (zgodnie z opinią należy dodać, tajnych radców prawnych). Dalsze losy tego zapisu przesądzi głosowanie Senatorów na najbliższym Senacie. Jestem ciekawa ilu będzie odważnych aby się sprzeciwić?
Czym przegłosowany przez proponowany zapis Kol. Rek i radców prawnych będzie skutkować:
  • zaostrzeniem kryterium wyboru kandydata z wymaganych 57,1% głosów
    (przy 7 członkach komisji) do 66,67% (przy 6 członkach komisji),
  • w wielu przypadkach nie rozstrzygnięciem lub wydłużaniem się procedur konkursowych,
  • odstraszeniem kandydatów z innych uczelni (instytutów naukowych),
  • wzmocnienie władzy rektora, gdyż konkursy zamienią się na powoływanie na kierownicze stanowiska. Czy o to walczyliśmy ?

Ad 2. Propozycje Kol. Rek.

„Kandydata na kierownika katedry/zakładu/kliniki/oddziału klinicznego wyłania się w drodze konkursu ogłoszonego przez Dziekana za zgodą Rektora (tak było do tej pory i ten zapis jest prawidłowy,) a teraz jest uzupełniony przez propozycję: ”za wyjątkiem konkursów na kierowników jednostek posadowionych w zakładach opieki zdrowotnej. W takich przypadkach konkurs ogłasza Rektor na wniosek Dziekana”.

Propozycja Związku

Aby można było zająć konstruktywne stanowisko w proponowanej zmianie wystąpiliśmy z zapytaniem: Jakie jednostki organizacyjne w strukturze Uniwersytetu projektodawca zalicza do zakładów opieki zdrowotnej skoro nie są nimi katedry (§60 Statut), nie są też zakłady/kliniki/oddziały kliniczne (§61) co pozostaje w sprzeczności z Ustawą o zakładach opieki zdrowotnej (Dz. Ust. Nr 14 poz.89 z 2007 r.).
Uważamy, że jeżeli projektodawca dokładnie nie sprecyzuje dla jakich innych zakładów opieki zdrowotnej tworzy zapis prawny (podobno diabeł tkwi w szczegółach) to w zależności od potrzeb raz konkurs ogłasza Dziekan za zgodą
Rektora, a raz Rektor na wniosek Dziekana. W drugim przypadku zmniejszone są uprawnienia Dziekana, a to wymaga odpowiednich korekt w Statucie, których projektodawca nie przewidział.

Komentarz ogólny:

Organizacja związkowa (nie dysponująca radcami prawnymi) miała tydzień czasu, aby ustosunkować się do proponowanych zmian w Statucie, natomiast odpowiedź otrzymaliśmy po trzech tygodniach.
Nie zostałam upoważniona do ustosunkowania się propozycji w zmianach statutu proponowanych przez ZNP Pracowników Śląskiego Uniwersytetu Medycznego i Szpitali Klinicznych – cieszę się, że poruszona została sprawa ogłaszania konkurs na stanowiska kierownicze. Nie umniejszam zasług w tej kwestii, ale pojawienie się ogłoszeń na stronie internetowej konkursów na stanowiska kierownicze to też nasza zasługa, gdyż między innymi w piśmie skierowanym do Minister Zdrowia Pani Ewy Kopacz ( S-5-10 z dnia 19 stycznia br.) wśród zgłaszanych wielu nieprawidłowości jakie są w Uniwersytecie na pierwszym miejscu była sprawa ogłaszania Konkursów.

prof. dr hab. n med. Aleksandra Kochańska – Dziurowicz
w-ce przewodnicząca NSZZ ”Solidarność” ŚUM w Katowicach


Dokumenty źrodłowe znajdują się na stronie NSZZ Solidarność ŚUM

piątek, 19 lutego 2010

Śląski Uniwersytet Medyczny w obiektywie – część 10.

Są to akademiki zlokalizowane niedaleko koło budynku na Ostrogórskiej, to tutaj miał być Campus Farmacji. W budynkach tych szczególnie drugim do niedawna mieścił się dziekanat i kilka katedr. Po zagospodarowaniu budynku przy ul. Jedności (nowej wizytówki Wydziału) zostały tu przeniesione katedry z budynków przy ul. Narcyzów aby polepszyć warunki przestrzenne.


campus farmacjii

środa, 17 lutego 2010

Śląski Uniwersytet Medyczny w obiektywie – część 9.

Wydział Farmaceutyczny przy ul. Jagiellońskiej 4 w Sosnowcu. Jest to pierwszy obiekt mającym być tymczasowym pomieszczeniem wydziału, do którego wprowadziliśmy się w 1973 roku i jesteśmy w nim nadal. Był on projektowany dla szkoły pielęgniarskiej, a miasto przekazało go Śląskiej Akademii Medycznej. Prawie wszystkie jednostki Wydziału były zlokalizowane w budynku "matce". Pojedyncze jednostki znalazły swoje miejsce w maleńkim budynku przy ul. Jagiellońskiej nr 40 i w wygospodarowanych pomieszczeniach budynków mieszkalnych przy ul. Jagiellońskiej 11 i przy ul. Akacjowej.


wydział farmaceutyczny

poniedziałek, 15 lutego 2010

Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce - Finansowanie szkolnictwa wyższego

Poziom i jakość finansowania jakiejkolwiek działalności ludzkiej w znacznym stopniu determinuje jej wyniki. Ale na pewno same pieniądze nie są warunkiem wystarczającym do uzyskania sukcesu, potrzeba także precyzyjnego systemu monitorowania sposobu wydatkowania środków finansowych oraz wprowadzenie zasad rzeczywiście motywujących do efektywnej pracy. Dotąd w Polsce nie dość, że poziom finansowania jest niski to panuje system antymotywacyjny.

W kolejnym rozdziale opracowania autorzy dokonali systematycznego przeglądu i krytycznej oceny zasad finansowania szkolnictwa wyższego w Polsce. Zapraszam do jego uważnego przeczytania oraz udziału w dyskusji.

Dla mnie najważniejsze wydają się następujące kwestie:

  • Niski poziom finansowania
  • Brak systemu motywacyjnego w działalności naukowej
  • Brak bezpośredniego wsparcia finansowania liderów w nauce
  • Całkowity brak przełożenia jakości w procesie kształcenia na wielkość dotacji (przykładem mogą być pozorowane działania dotyczące oceny dydaktyków przez studentów prowadzone w naszej uczelni)

sobota, 13 lutego 2010

Podsumowanie konkursu na Blog Roku 2009

Mój blog otrzymał łącznie 680 głosów, za co wszystkim dziękuję. W ten sposób zebrana kwota zostanie przekazana na cel charytatywny.

W kategorii blogów profesjonalnych mój blog został ostatecznie sklasyfikowany na 3. miejscu.

piątek, 12 lutego 2010

Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce - Pracownicy uczelni

Uczelnie bez pracowników nie mogą istnieć, to oni decydują o obliczu każdej szkoły, kształtują jej wizerunek. W rozdziale opracowania grupy ekspertów szczegółowo omówiono wiele problemów dotyczących pracowników polskich uczelni. Opisane negatywne zjawiska można dostrzec także w naszej uczelni. W ekspertyzie skupiono się na pracownikach naukowo-dydaktycznych stanowiących 57% ogółu wszystkich zatrudnionych, ale trzeba pamiętać, że nowoczesna uczelnia bez profesjonalnej kadry wspierającej nas, naukowców nie może prawidłowo funkcjonować.

Za najważniejsze problemy poruszone w opracowaniu uważam:

  • Luka pokoleniowa, obserwuje się zmniejszanie się proporcji asystenci/profesorowie, średni wiek pracownika jest coraz wyższy. Sam kiedyś analizowałem średni wiek najmłodszego pracownika w moim szpitalu, jest on bliski 40 lat! Kto ma stanowić siłę pociągową?
  • Wysoki, średni wiek profesorów
  • Zatrudnienie na kilku uczelniach, w pogoni z pieniądzem (niestety, zwykle uzasadnionym) cierpi poziom dydaktyki i nauki
  • Wiek uzyskiwania tytułu profesorskiego jest ciągle zbyt wysoki (choć się obniża)
  • Zaledwie 14% osób uzyskuje habilitację do 40-tki, a 1/3 po 50-tce, kiedy mają zrealizować swe ambicje naukowe?
  • Płace są niskie, to powoduje frustracje, wielozatrudnienie, emigrację, ucieczkę do innych sektorów
  • Mała jest mobilność naukowców, model kariery od studiów do profesury w jednej uczelni to standard, ale w Europie tak nie jest (nie mówiąc o Stanach), ta sytuacja sprzyja tworzeniu lokalnych układów, koterii itd., na pewno nie jest prorozwojowa.

Czekam na Państwa opinie.

środa, 10 lutego 2010

Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce - Wewnętrzny ład akademicki

Rozpoczynam tym tekstem dyskusję dotyczącą polskich uczelni wyższych. Dokument „Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce”, który udostępniłem na blogu przed tygodniem stanowi cenne źródło informacji na temat polskiego szkolnictwa wyższego. To dobrze, że taki dokument powstał, to będzie podstawa sformułowania kolejnego – opisującego co należy uczynić by polskie uniwersytety podniosły się z dzisiejszego stanu. Takie działania to znak, że świadomość konieczności dokonania fundamentalnych reform to realizacja polskiej racji stanu, bo bez dobrego szkolnictwa wyższego i sektora badawczego miejsce Polski w świecie będzie coraz odleglejsze.

Uczelnie wyższe tradycyjnie cieszą się dużą autonomią. Wielu z nas pamięta czasy gdy każdy wydział miał swego „anioła” stróża = funkcjonariusza służby bezpieczeństwa. W tym miejscu nie mogę nie opisać pewnego wydarzenia sprzed lat. W roku akademickim 1980/1981, w czasach festiwalu Solidarności, jako student V roku Wydziału Lekarskiego brałem udział w posiedzeniach Kolegium Dziekańskiego. Gdy po raz pierwszy się tam znalazłem Dziekan oraz Prodziekani cierpliwie tłumaczyli mi zasady funkcjonowania tego gremium, pokazywali na czym będzie polegać moja rola. Ale w czasie posiedzenia pojawił się także nieznany mi osobnik, który, jak można było się łatwo zorientować, był świetnie we wszystkim zorientowany. Swobodny i pewny siebie. Po jego wyjściu zapytałem Dziekana, Profesora Kłaptocza kto to jest. Tym pytaniem wywołałem absolutną konsternację! Panowie Profesorowie o pomoc zwrócili się do Pani Kierownik Dziekanatu mgr Kopeć, która wyjaśniła mi, że to jest kapitan Obtułowicz, nasz „opiekun”, „przyjaciel studentów”, nasz „anioł stróż”. O ile pamiętam, a działo się to prawie 30 lat temu, nie padło słowo, że jest to ubek. Niemniej moje pytanie dało pewien efekt, gdyż na moje stanowcze żądanie, że jako przedstawiciel studentów nie życzę sobie by ten pan uczestniczył w posiedzeniach kolegium więcej go tam nie widziałem (ale więcej przesiadywał w gabinecie Pani Kierownik Dziekanatu…).

Ten epizod przytaczam by przypomnieć jaki niegdyś się działo, gdy tylko nominalnie uczelnie były demokratyczne i wolne. Nikt dziś nie wyobraża sobie powrotu do dawnych wzorców, ale trzeba zastanowić się czy polskie uczelnie dobrze wykorzystały szanse po 1989 roku.

Zapraszam do uważnej lektury rozdziału dokumentu pt. „Wewnętrzny ład uczelni”.

W mojej ocenie zasady funkcjonowania uniwersytetów muszą ulec zasadniczym zmianom, a podstawowe kierunki zmian powinny m. inn., obejmować:

  • Istotne zmniejszenie liczebności organów decyzyjnych np. rad wydziału
  • Opracowanie zasad doboru osób zasiadających w niektórych gremiach w taki sposób, by wyeliminować możliwość manipulacji w myśl realizowania partykularnych interesów
  • Zatrudnienie osób o profesjonalnym przygotowaniu w zarządzaniu takim organizmem jak szkoła wyższa
  • Większa i systemowo określona zasada odpowiedzialności osób pełniących jednoosobowe funkcje w uczelniach
  • Zapewnienie ciągłości strategii rozwojowej uczelni, gdyż maksymalny okres dwóch kadencji czyli 8 lat jest zbyt krótki na realizację celów długofalowych
  • Przestrzeganie obowiązującego prawa

Zapraszam do dyskusji, jak Czytelnicy widzą kierunki zmian.

wtorek, 9 lutego 2010

Podsumowanie konkursu na blog roku 2009

Dzisiaj zakończyła się piąta edycja konkursu na blog roku. Zgłosiło się do niej znacznie mniej kandydatów w porównaniu do roku ubiegłego gdy wybieraliśmy spośród 9138 blogów. Niemniej emocje były, wyłoniono zwycięzców. Co prawda wyniki głosowań sms-owych tylko częściowo odzwierciedlają preferencje internautów, a tak naprawdę o wszystkim decydują jurorzy to i tak warto brać udział w tego typu inicjatywie. To znakomita okazja do poinformowania potencjalnych czytelników o blogu i rozszerzenie kręgu odbiorców.

Wszystkim, którzy oddali na mnie swój głos serdecznie dziękuję za wsparcie.

Zapraszam do aktywnego uczestniczenia w wymianie poglądów na moim blogu.

poniedziałek, 8 lutego 2010

Śląski Uniwersytet Medyczny w obiektywie – część 8.

Budynek na zdjęciu znajduje się w Zabrzu – Rokitnicy. Kontrastuje ze wszystkimi innymi obiektami w tym kompleksie uczelni. Ma się w nim mieścić międzyuczelniane centrum badawcze, inicjatorem jego powstania był prof. T. Krzemiński z Katedry Farmakologii w Zabrzu. Nakłady finansowe na remont budynku wraz ze znajdującym się w nim wyposażeniu sięgnęły kwoty blisko 3 mln.

Niestety, mimo iż prace zostały dawno zakończone nadal stoi on bezużytecznie.

Jak jest możliwe by nasze wspólne pieniądze były w taki sposób marnowane?

Przecież wyasygnowano z publicznych środków tak dużą sumę by prowadzić badania naukowe. Zewsząd słyszymy o skandalicznie niskim poziomie finansowania polskiej nauki, tu mamy inny, bulwersujący przykład: nakłady poniesiono, ale inwestycja pozostaje martwa.


studium

sobota, 6 lutego 2010

Zamiatania pod dywan ciąg dalszy...

Sprawa prof. Andrzejaka: Dziwne sprawozdanie komisji

piątek, 5 lutego 2010

Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

Poniżej przedstawiam interesujący dokument. Stanowi on pierwszy etap pracy grupy ekspertów powołany przez Minister Nauki Prof. B. Kudrycką. Nim przystępuje się do jakiegokolwiek działania reformatorskiego wpierw trzeba postawić diagnozę, co dla nas, lekarzy jest oczywiste. Zachęcam do uważnego przeczytania tego opracowania, od przyszłego tygodnia rozpocznę dyskusję dotyczącą niektórych rozdziałów. Z pewnością stan polskich uczelni jest wypadkową regulacji systemowych (ustalanych na poziomie centralnym dla całego kraju) oraz zasad panujących w konkretnej uczelni. Są lepsze i gorsze szkoły wyższe, wiara w moc odgórnych rozporządzeń nie może zatrzymać miejscowych działań, których nikt za nas nie podejmie.

Dzisiejszy stan polskiego szkolnictwa wyższego jest zły, a warunkiem powodzenia jest czynny udział w procesie reform szerokich kręgów osób.


Diagnoza stanu szkolnictwa wyższego w Polsce

środa, 3 lutego 2010

Czy tak powinno wyglądać finansowanie nauki?

W Polsce 13 proc. budżetu nauki idzie na granty dla naukowców



Polska Agencja Prasowa - 03-01-2010 10:30

"Nauka w Polsce jest tragicznie niedofinansowania. Z budżetu wydajemy na nią w Polsce na jednego mieszkańca 5-10-krotnie mniej niż w krajach +starej+ Unii" - powiedział prof. Żylicz i podkreślił, że tylko 13 proc. budżetu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego przeznacza się na granty dla naukowców. W jego ocenie to zdecydowanie za mało, dlatego - jak mówił - "wszystkie nowe środki, jakie dostanie nauka z budżetu państwa powinny być przeznaczone bezpośrednio na system grantowy". Według prof. Żylicza, trudności polskiej nauki wynikające ze słabego finansowania projektów badawczych pogłębia dodatkowo fakt, że najwięcej dotacji otrzymują starsi naukowcy, którzy często wygrywają je ze względu na niesprawiedliwy sposób ich przyznawania. "W polskim systemie budżetowego finansowania projektów badawczych mamy dwa typy grantów: granty promotorskie oraz tzw. projekty własne (w tym habilitacyjne). W przypadku grantów promotorskich doktoranci konkurują miedzy sobą. W przypadku projektów własnych młodzi uczeni startują w tym samym konkursie, co wszyscy pozostali wnioskodawcy, a więc ich osiągnięcia są porównywane z osiągnięciami starszych, dużo bardziej doświadczonych uczonych. Są więc na przegranej pozycji, mimo, że w swojej kategorii mogą być świetni" - tłumaczy prof. Żylicz.
Jak przypomniał, dotychczasową sytuację młodych badaczy mają zmienić propozycje rządu zawarte w pakiecie pięciu projektów ustaw (m.in. ustawa o zasadach finansowania nauki oraz ustawa o Narodowym Centrum Nauki), które - zgodnie z zapowiedzią resortu - mają wejść w życie w połowie przyszłego roku (obecnie projekty te są omawiane w sejmowej podkomisji ds. nauki i szkolnictwa wyższego).

wtorek, 2 lutego 2010

Etyka w nauce – spotkanie w Klubie im. Irka Kwietnia

Irek był niezwykłym człowiekiem, innym od znanych mi ludzi. Chodził własnymi ścieżkami, zawsze niezależny, ale przecież był tak blisko spraw wielu osób. Przed laty, w stanie wojennym odmówił złożenia przysięgi wojskowej, za co spotkała Go surowa kara – skierowano Go do zasadniczej służby wojskowej. Do dziś, a od Jego nagłej śmierci minęło pół roku nieraz łapię się na tym, że chcę do Niego zadzwonić, zadać pytanie, na które tylko On mógłby znać odpowiedź. Grupa Jego przyjaciół stworzyła Klub Dyskusyjny Jego Imienia; dotąd odbyło się parę udanych spotkań. Przedmiotem uwagi były problemy życia publicznego. Tym razem z mojej inicjatywy tematem obrad były sprawy nauki polskiej, a bardziej precyzyjnie, etyki w nauce, choć pewnie lepiej byłoby rzec: braku etyki w nauce. Jak zwykle korzystaliśmy z gościnności gospodarzy Klubu Niezależnych Stowarzyszeń Twórczych „Marchołt” w Katowicach ul. Warszawska 37.

Naszymi gośćmy byli dr med. Marek Wroński z Forum Akademickiego oraz dr med. J. Pająk i dr med. Z. Półtorak z Wrocławia. Spotkanie zaszczycił swą obecnością Prof. Leszek Paradowski, były rektor Akademii Medycznej z Wrocławia.

Wykład „Nierzetelność naukowa w Polsce – podsumowanie ostatniego 10-lecia” wygłosił dr n. med. Marek Wroński, ekspert od patologii nauki z Warszawy, a dr med. Jarosław Pająk relacjonował wydarzenia związane z zarzutami o popełnienie plagiatu przez aktualnego Rektora wrocławskiej AM w wykładzie „Rektor Andrzejak – historia plagiatu”.

Marek Wroński to człowiek-instytucja. Spędził 18 lat w Stanach Zjednoczonych i tam, przed parunastu laty zetknął się ze zjawiskiem plagiatu. Czynnie przyczynił się do zdemaskowania działalności dr hab. Jendryczki ze Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach. Poświęcił temu długie miesiące, a po powrocie do Polski nadal prowadzi aktywną działalność zmierzającą do pokazywania patologii w polskiej nauce. W swym wykładzie zaprezentował zarówno „casus Jendryczko” jak i wiele innych przykładów oszustw naukowych. Skala zjawiska jest porażająca! Ale czy to tylko my, Polacy lubimy „iść na skróty” i kraść czyjąś pracę? Oczywiście nie, na całym świecie nie brak oszustów, także plagiatorów = złodziei. Zasadnicza różnica między naszymi realiami, a sytuacją w krajach cywilizowanych polega na tym, iż tam funkcjonuje cały system przeciwdziałania takim praktykom. Nowoczesne instrumenty techniczne w znacznym stopniu pozwalają na wykrycie w zarodku próby oszustwa naukowego, a gdy ktoś zostanie przyłapany to oznacza zwykle koniec jego kariery naukowej. Ogrom nieprawidłowości w polskiej nauce i to na każdym poziomie poczynając od licencjatów, a na profesorach kończąc nie znajduje adekwatnej reakcji. Ale działalność doktora Wrońskiego i wielu innych osób to iskierka nadziei, że coś się jednak zmienia. Od 2005 roku plagiat jest ścigany z urzędu, a niedawne odebranie prof. Krajewskiemu tytułu profesorskiego to już dowód, że oszuści nie mogą spać spokojnie. Ale prawo prawem, wprowadzanie go w życie nie jest łatwe, zbyt wiele osób jest zainteresowanych utrzymaniem status quo. Dla plagiatu nie ma przedawnienia (poprzednia interpretacja prawa po 10 latach zakładała przedawnienie), co na Centralnej Komisji wymógł swą konsekwentną postawą dr Wroński.

Druga przedstawiana sprawa, zarzuty o popełnienie plagiatu przez rektora dużej, publicznej uczelni to smutny przykład atrofii przyzwoitości, ale także braku skuteczności różnych organów państwowych i instytucji publicznych. Nie rozstrzygając o winie (od tego jest niezawisły sąd), jak można się zgodzić by od listopada 2008 roku cała sprawa nie została definitywnie rozstrzygnięta? W pierwszej kolejności to kompromitacja uczelni wrocławskiej, dalej całego wrocławskiego środowiska akademickiego, polskich uczelni medycznych, Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, Konferencji Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych, Ministerstwa Nauki i Zdrowia. Dr Pająk, który zapłacił osobiście wysoką cenę za swe działania i już nie pracuje w uczelni wrocławskiej przedstawił wydarzenia chronologicznie. Mimo, iż pojawiła się szansa na wyjaśnienie całej sprawy, nadal tak się „gra” by nic nie wyjaśnić. Pat trwa, kompromitacja zatacza coraz szersze kręgi. Po latach wróciliśmy na łono cywilizacji europejskiej, nasi rodacy piastują najwyższe, europejskie godności, jesteśmy solą Starego Kontynentu!

A tak naprawdę, nasza nauka to ścisły „ogon” europejski, a kryteria etyczne (stosowanej, nie tej zapisanej w kodeksach etyki) w polskiej nauki przystają raczej do norm cywilizacji pierwotnych. Inni, spoza Polski uważnie się nam przyglądają, nikt o zdrowych zmysłach nie weźmie do projektów europejskich partnerów z kraju, gdzie nie przestrzega się podstawowych zasad etycznych w nauce. Za nieodpowiedzialność wielu osób, niewypełnianie obowiązków przez różne instytucje państwowe przyjdzie nam, polskim naukowcom zapłacić wysoką cenę.

Ale kogo to obchodzi? Urban triumfuje, rząd się wyżywi…

Tak jak przed laty sprawa dr Jendryczki na lata hańbą okryła polskie środowisko naukowe, tak teraz podejrzenia o plagiat rektora Andrzejaka cieniem okrywają każdego polskiego badacza. A na renomę pracuje się długo, dobre imię traci się w jednej chwili.

Zdechłe ryby płyną z prądem (Hugo Steinhaus).

A całość wydarzeń pokazuje ignorancję i bezradność instytucji państwowych, lekceważących znaczenie nauki i szkolnictwa wyższego.

Czy kraj, który na naukę przeznacza JEDNĄ TRZECIĄ PROCENTA dochodu narodowego to kraj poważny?

Sabotowanie polskiej nauki trwa od 1945 roku, końca nie widać.

poniedziałek, 1 lutego 2010

Samorząd lekarski – sukces czy porażka środowiska lekarskiego?

Gdy przed dwudziestu laty reaktywowano po półwieczu samorząd lekarski towarzyszyły temu wydarzeniu wielkie emocje i nadzieje. Lata poniżania naszego zawodu przez umyślne działania władz komunistycznych miały się wreszcie skończyć, a o naszych sprawach mieliśmy zacząć decydować sami. Dotąd tematyka związana z działalnością Izb Lekarskich rzadko gościła na blogu. W niedzielę wieczorem dotarła do mnie informacja o wyborze dr med. Macieja Hamankiewicza, członka Śląskiej Izby Lekarskiej na stanowiska nowego Prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej. Niezwłocznie zamieściłem krótką informację o tym fakcie. Zadzwoniłem także do nowego Prezesa z gratulacjami. Przed laty, gdy wytoczyłem proces wydawnictwu Polpresse o bezprawne wykorzystanie mego nazwiska w reklamie leku stosowanego w osteoporozie dr Hamankiewicz znalazł czas by zjawić się w sądzie w charakterze świadka (proces notabene wygrałem). Zamieszczając informację o wyborze nowego prezesa nie przypuszczałem, że wywoła ona tak negatywne reakcje. I nie idzie tu wcale o samą osobę dr Hamankiewicza, ale o miejsce Izby Lekarskiej w ogóle. W pracach Izby w zasadzie nie biorę udziału, kiedyś, przed wielu laty byłem delegatem na zjazd regionalny, moje kontakty ze Śląską Izbą sprowadzają się do okazjonalnej współpracy z biuletynem Pro Medico, którego redakcja użycza mi swych łam na relacje z wypraw rowerowych lub narciarskich.

Dlaczego Czytelnicy, jak mniemam lekarze, tak negatywnie oceniają działalność Izby? Czy naprawdę tak bardzo zawiodła ona oczekiwania środowiska medycznego? Skoro nam się nie podoba to co się dzieje, dlaczego nie staramy się włączyć do działania? Czyżby to jeden z przejawów naszego nieprzygotowania do funkcjonowania w społeczeństwie obywatelskim; dominuje postawa roszczeniowa z nieśmiertelnym podziałem na „my” i „oni”. Ale dziś ci mityczni „Oni” pochodzą nie z nadania komitetu partii, ale z demokratycznego wyboru.

Sądzę, że te pytania i zastrzeżenia komentujących powinny dać wiele do myślenia nowym władzom, także nowemu Prezesowi. W jego dobrą wolę, kompetencje i chęć pozytywnego działania nie wątpię, ale warto pochylić się nad poglądami krytyków i kontestatorów idei samorządu lekarskiego w ogóle.

Dla mnie ta krytyka to symptom znacznie szerszego zjawiska, generalnego niezadowolenia z biegu spraw publicznych w Polsce. Coraz powszechniejsza jest postawa, które określam, jako „emigrację wewnętrzną” nowego typu. W mrocznych latach stanu wojennego pojęcie emigracji wewnętrznej głęboko zakorzeniło się w świadomości społecznej, było formą protestu wobec przemocy i deptaniu ludzkiej godności. Dziś możemy zobaczyć współczesną mutację tego zjawiska, wycofujemy się w krąg rodziny, przyjaciół, własnych spraw. Nie rozumiemy otaczającego świata, nie akceptujemy go, stoimy z boku.

Taka postawa jest także typowa dla pracowników mojej uczelni, Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Zanik inwencji, niechęć do działania, pesymizm i kontestacja. Z pewnością takie zjawiska, społecznie niezwykle niepokojące mają bardzo skomplikowane podłoże. Nie można udawać, że ich nie ma, ale droga do przywrócenia wiary w sens uczestniczenia w życiu samorządu lekarskiego, uczelni, rady miejskiej i wielu, wielu innych instytucji jest długa i trudna.

Jeśli jej nie rozpoczniemy może być tylko gorzej.

Podsumowanie stycznia

Początek roku był rzeczywiście świąteczny i Czytelnicy byli myślami raczej bliżej wakacji niż pracy. Liczba wejść była umiarkowana, ale w kolejnych dniach i tygodniach wszystko wróciło do normy obserwowanej w roku ubiegłym. Kilka tematów szczególnie zainteresowało Czytelników.

Najwięcej komentarzy wpłynęło do tekstu „Sens bloga” (13 stycznia), a uzasadnienie potrzeby dalszego prowadzenia bloga przedstawione przez komentujących było bardzo przekonujące. Jest zastanawiające, że nadal, w kraju o braku (? - patrz tekst z 29) cenzury prewencyjnej, jest takie zapotrzebowanie na wolne, niczym nieskrępowane słowo. Z tym tekstem korespondował tekst z 8 stycznia „Pesymizm, optymizm, realizm”, który komentowało 8 osób.

Nauka nadal dla wielu z nas jest ważna o czym świadczą liczne głosy (9) w reakcji na tekst „Katastrofa naukowa…” z 25 stycznia. Nauka to obszar bardzo wrażliwy na wszelkie działania restrykcyjne, wolność prowadzenia badań (w granicach obowiązującego prawa) to podstawowy warunek powodzenia w tej mierze. Dlatego choć z uznaniem należy przyjąć próby zmian podjęte w czasie styczniowego posiedzenia Senatu (patrz blog z 28), to można zdać pytanie: jak można było dopuścić do takiego regresu, przecież negatywne zjawiska nie zaczęły się w ostatnim czasie i są pochodną wielu czynników narastających przez długi czas?

Potrzebujemy rzeczywistych, konstruktywnych działań, żadne zaklęcia, apele i markowane ruchy nie pomogą. A „materia” jest skomplikowana, nauka jest wrażliwa na wszelkie ograniczenia i nadmiar regulacji.

I na koniec ciągle ciągnie się sprawa Prof. Dzielickiego, prezentowane dokumenty (20), niestosowna interpretacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego przez Dziekana Wydziału Prof. W. Króla (22) oraz zaskakująca, trudna do zrozumienia decyzja o odwołaniu programu telewizyjnego (29) świadczą, że konflikt nie został zakończony. Trudno jest pojąć jak jest możliwe, że nie da się uzyskać społecznie korzystnego rozwiązania, a Profesor nie robi tego co umie najlepiej – operować chorych w klinice, którą sam stworzył.

niedziela, 31 stycznia 2010

Hot news!

Z przyjemnością informują, że dr n. med. Maciej Hamankiewicz ze Śląskiej Izby Lekarskiej został wybrany prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej

piątek, 29 stycznia 2010

O programie telewizyjnym, którego nie było

Dziś rano informowałem o programie, który miał dziś wyemitować Regionalny Oddział Telewizji w Katowicach. Jego zapowiedź zamieszczam poniżej. Niestety, program nie pojawił się na antenie. Jako pracownik tego szpitala, a także jako członek Senatu uczelni zwrócę się z zapytaniem do kierownictwa stacji telewizyjnej co spowodowało odwołanie programu. Wiem, że wiele osób oczekiwało nań z dużym zainteresowaniem i cała sprawa wymaga pilnego wyjaśnienia.

Adres redakcji:
TELEWIZJA POLSKA S.A. Oddział w Katowicach
40-953 Katowice, ul. Telewizyjna 1
z dopiskiem "Nasz reportaż".


Nasz reportaż
Piątek, godz. 18.50


29 stycznia w programie:

Reportaż „Cięcia wysoce inwazyjne” autorstwa Moniki Nawrot opowiada o lekarzu, prof. dr hab. n. med. Józefie Dzielickim, jednym z największych specjalistów w Polsce w dziedzinie chirurgii małoinwazyjnej.

Profesor Józef Dzielicki stworzył jeden z najlepszych oddziałów chirurgii małoinwazyjnej i jedyny ośrodek szkoleniowy w tej dziedzinie na Śląsku. Tworzył go przez prawie 20 lat. W momencie kiedy został powołany nowy dyrektor profesor Dzielicki stracił pracę, powód? przyjął pacjentkę z nowotworem, która pilnie wymagała operacji wbrew nakazowi dyrektora. Profesor stracił pracę dwukrotnie i dwukrotnie sąd przywrócił go do pracy, ale dyrektor w między czasie zlikwidował jego oddział. Po ponad 2-letniej walce w sądach pan profesor powrócił do pracy, ale dyrektor przesunął go na inny oddział, na którym nie może robić tego co robił najlepiej, czyli pomagać ludziom w takim zakresie w jakim może.

Zgodnie z uzyskaną informacją dziś o godz. 18.50 w programie regionalnym TV zostanie wyemitowany program dotyczący Profesora Dzielickiego.

czwartek, 28 stycznia 2010

Z życia Śląskiego Uniwersytetu Medycznego – posiedzenie Senatu 27 stycznia 2010

Wczorajsze posiedzenie Senatu nie było zbyt długie, ale kilka poruszonych spraw jest wartych uwagi.

Rektor uczelni Prof. Ewa Małecka-Tendera o uzyskaniu wsparcia finansowego z Unii Europejskiej na budowę Centrum Dydaktycznego w Katowicach-Ligocie. Jest to tym bardziej ważna informacja, że Unia sfinansuje w całości tą inwestycję.

Interesujące dane przekazał Prorektor ds. Nauki Prof. Jan Duława. Zestawienie dotyczyło dorobku naukowego uczelni wyrażonego liczbą punktów IF, tzw. punktów ministerialnych oraz liczby naukowych grantów ministerialnych za lata 2007 i 2008. Te dane są niestety bardzo niepokojące, regres, szczególnie w zakresie liczby grantów ministerialnych jest widoczny, a w zestawieniu z analogicznymi osiągnięciami innych uczelni medycznych wręcz dramatyczny. Jakby w uzupełnieniu wyniki pracy Senackiej Komisji ds. Rozwoju Kadry przedstawił Prof. Marcin Kamiński. Struktura wiekowa pracowników naukowo-dydaktycznych jest nieprawidłowa, przykładowo, w zależności od wydziału średni wiek profesora waha się w granicach 61-65 lat, doktora habilitowanego 51-55, a adiunkta 42-47. Mamy liczną grupę adiunktów i bardzo mało asystentów. Te liczby do pewnego stopnia tłumaczą zapaść w nauce, nie ma dynamizmu młodych asystentów, a wiek profesora bliski emerytalnemu to też nie jest zwykle czas największej aktywności, także na niwie nauki. Najgorzej wygląda sytuacja w zakładach teoretycznych, gdzie w zasadzie nie ma lekarzy, czy biolodzy i przedstawiciele innych profesji mogą dać podstawy wiedzy medycznej niezbędnej w czasie lat klinicznych? Nie sądzę.

Jest jednak nadzieja na poprawę dramatycznej zapaści naukowej, gdyż na 17 lutego zwołano wspólne posiedzenie Senackich Komisji Nauki, Rozwoju Kadry i Rozwoju Uczelni, na którym mają być dyskutowane drogi wiodące do zwiększenia naszej aktywności naukowej.

Społeczność akademicka oczekuje na zdecydowane kroki naprawcze.

Pani Rektor poinformowała nas także o piśmie skierowanym do niej przez dziennikarza Tomasza Szymborskiego, który pyta czy w naszej uczelni powstanie komisja historyczna, która, wzorem innych polskich szkół wyższych, zajmie się opracowaniem zagadnienia współpracy pracowników Śląskiej Akademii Medycznej ze Służbą Bezpieczeństwa. Ta kwestia także będzie przedmiotem dyskusji 17 lutego.

I na koniec, na moje pytanie czy planowane jest rozpisanie konkursu na stanowisko Dyrektora Biblioteki Głównej wobec odejścia na emeryturę mgr Ewy Pawłowskiej usłyszeliśmy odpowiedź twierdzącą.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Katastrofa naukowa w Śląskim Uniwersytecie Medycznym

Jednym z ważnych kryteriów poziomu nauki jest liczba grantów ministerialnych realizowanych w danej instytucji. Od wielu lat dwukrotnie w ciągu roku Ministerstwo Nauki rozpisuje konkurs dający możliwość uzyskania grantów habilitacyjnych, własnych lub promotorskich. Przed paroma dniami do wiadomości podano wyniki 38. konkursu.

Wyniki dla nas są porażające, pracownicy SUM złożyli zaledwie 16 projektów, a tylko 3 uzyskały akceptację! To jest absolutny nokaut, plasujemy się na szarym końcu polskich uczelni medycznych (wyniki innych uczelni w tabeli poniżej, nie dotarłem do danych dla CM UJ i CM UMK). Pod każdym względem odstajemy od innych uczelni, mamy najmniej złożonych wniosków (n=16), najniższą skuteczność (18,75%) oraz najmniejszą, bezwzględną liczbę wniosków do realizacji (n=3).

Warto zauważyć dużą aktywność uczelni z Warszawy, Poznania, Gdańska oraz Łodzi, a także fantastyczną (64-procentową) skuteczność kolegów z Białegostoku.

Nasz udział w całkowitej liczbie złożonych wniosków przez pracowników uczelni medycznych to 3,5%, ale już we wnioskach zatwierdzonych to tylko 1,86%, a nasza skuteczność to połowa średniej krajowej (34,6%).

Gdyby uwzględnić wielkość uczelni medycznych, a SUM to jedna z największych polskich uczelni medycznych, to obraz będzie jeszcze bardziej czarny.

Wnioski z naszej uczelni pochodziły z Wydziału Farmaceutycznego z Oddziałem Diagnostyki Laboratoryjnej (złożono 8 wniosków, z tego 2 wnioski uzyskały finansowanie) oraz z Wydziału Lekarskiego w Katowicach (złożono 8 wniosków, z tego 1 wniosek uzyskał finansowanie). Pozostałe wydziały SUM nie złożyły żadnego wniosku.

Mamy do czynienia z katastrofą, aktywność naukowa w uczelni zanika.

Konieczne są natychmiastowe działania poprzedzone ogólnouczelnianą, nieskrępowaną dyskusją.

Jakie warunki powinny być spełnione, by pracownicy chcieli pracować naukowo? Jest ich wiele, poniżej wymieniam kilka:

  • Trzeba mieć pomysły badawcze, ale skoro dawniej nasza aktywność była znacznie wyższa oznacza to, że albo z uczelni odeszli liderzy lub nie są oni dziś zainteresowani pozyskiwaniem grantów,
  • Muszą wśród nas być młodzi, dynamiczni pracownicy, to oni tworzą siłę napędową zespołów badawczych. Ale tych jest jak na lekarstwo w naszej uczelni
  • Muszą być sprzyjające warunki realizacji grantu = współpraca na linii badacz – administracja musi być łatwa
  • Procedury administracyjne muszą być jak najbardziej proste
  • Badacz musi mieć pewność, że jego praca i wysiłek zostaną docenione przez bezpośredniego przełożonego i pracodawcę (w wymiarze materialnym i innym)
  • I na koniec warunek trudny do „policzenia”: ważna jest atmosfera w uczelni, swoboda wypowiedzi, relacje między pracownikami, w końcu jakość kontaktów na linii pracownicy- władza.

Chyba najlepiej odzwierciedla to fragment Kodeksu Dobre Praktyki w Szkołach Wyższych:

„Uczelnie należą do tych instytucji, których prestiż społeczny i efektywność pracy w znacznej mierze zależą od panującego w nich etosu. Etos ten nie sprowadza się do postulatu respektowania prawa i norm zawartych w statutach poszczególnych uczelni… spoiwem formalnych i nieformalnych zaleceń oraz zasad, regulujących kwestie o istotnym znaczeniu dla kształtowania i utrzymania etosu, są dobre obyczaje w nauce …”

Rozejrzyjmy się wokół…

Uczelnia Medyczna w PolsceLiczba wniosków złożonychLiczba wniosków finansowanych
Poznań
76
34
Warszawa
80
26
Łódź
84
22
Gdańsk
70
20
Lublin
38
18
Białystok
22
14
Szczecin
40
13
Wrocław
38
11
Katowice
16
3


Na prośbę jedengo z Czytelników podaję źródło informacji: www.osf.opi.org.pl

niedziela, 24 stycznia 2010

Sprawa Rektora Andrzejaka, czyli kolejny odcinek o kompromitacji wrocławskiej Akademii Medycznej

Ani plagiat, ani nie plagiat, ale tak robić nie wolno

sobota, 23 stycznia 2010

Młodzi, a problemy społeczne

Poniżej przedstawiam tekst nadesłany przez absolwentkę Akademii Ekonomicznej w Katowicach



Zwykło się mówić: „Wy młodzi jesteście przyszłością narodu”. Pokłada się nadzieje
w studentach. Wierzy się, że to właśnie oni będą walczyć o lepsze Państwo, budować społeczeństwo obywatelskie. Jak to faktycznie wygląda? Jak wielu młodych ludzi zainteresowanych jest sprawami społecznymi? Jak wielu się angażuje? Jeśli się angażują, to w jaki sposób?

Studentom uczelni wyższych zapewnia się wiele okazji do rozwoju. Możliwe są wyjazdy zagraniczne, staże w korporacjach, udział w wielu szkoleniach czy też działalność
w organizacjach studenckich. Mając do wyboru tak szeroki wachlarz możliwości, coraz więcej młodych osób przedkłada działanie na rzecz samorozwoju i samodoskonalenia nad działalność społeczną. Postępujące postawy konsumpcyjne, nastawienie typu „mi się należy”, wyścig szczurów, chęć szybkiej kariery to tylko niektóre postawy dzisiejszych dwudziestolatków. Z jednej strony takie działanie jest korzystne, ponieważ przyczynia się do wzrostu gospodarczego, a tym samym rozwoju kraju. Jednakże dla sprawnie funkcjonującego Państwa oprócz rozwoju gospodarczego niezbędne jest także budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Zauważyć można bardzo małe zainteresowanie młodych sprawami społecznymi, a także brak poczucia odpowiedzialności za jego dobro. Coraz mniej popularne stają się akcje poruszające tematyki takie jak: walka o prawa studentów, zmianę ordynacji wyborczej czy wsparcie dla Państw borykających się z wieloma problemami czy też łamaniem praw człowieka. Istnieją stowarzyszenia studenckie podejmujące te tematy. Są nimi NZS, Parlament Studentów, Koliber i inne. Jednakże nie wygląda to tak, jak w latach 80-tych .Wtedy studenci masowo angażowali się w walkę o ich prawa i walkę z komuną. Był jeden główny cel, który jednoczył młodych i skłaniał do walki. Obecna sytuacja jest inna organizacje studenckie działają , ale już nie na tak szeroką skalę.

Studenci pytani o to dlaczego nie angażują się w działalność społeczną odpowiadają, że
i tak to nic nie zmieni, że polityka jest „brudna”. Są tego zdania, iż w polityce rządzą „układy, że nie warto się angażować. Młodzi specjaliści, naukowcy, którzy mogliby przyczynić się do rozwoju kraju, odchodzą do biznesu. Przyczyną tego są słabe zarobki
w sferze budżetowej, a także brak kultury politycznej w naszym kraju. Jak w młodych ludziach można zaszczepiać zamiłowanie do historii, ideałów, skoro, nawet rocznice historyczne nie obchodzi się z należytą godnością, towarzyszyć im zawsze muszą spory.

Jak zachęcić młodych do budowania społeczeństwa obywatelskiego? Działania te należy rozpocząć od wypracowania kultury politycznej elit obecnie rządzących, a także pokazanie iż możliwe jest prowadzenie merytorycznej polityki na wysokim poziomie.

Barbara Wnęk

piątek, 22 stycznia 2010

Czy Polska jest państwem prawa? – przykład z życia Śląskiego Uniwersytetu Medycznego

Pojęcie „państwo prawa” lub „państwo prawne” zrobiło w ostatnim dwudziestoleciu spektakularną karierę. Nic w tym dziwnego; po epoce panowania „najlepszego z systemów”, gdy prawo było lekceważone i notorycznie łamane przez ówczesne władze, społeczeństwo oczekiwało od niepodległej Polski bezwzględnego poszanowania prawa.

Czy te oczekiwania zostały spełnione?

Odniosę się do w tej mierze do niedawnych wydarzeń w naszej uczelni.

Ważną kwestią jest interpretacja wyników komisji konkursowych na stanowiska kierownicze w uczelni. Ostatnio wynik głosowania w komisji konkursowej dotyczącej obsadzenia stanowiska kierownika Kliniki Chirurgii, Wad Rozwojowych Dzieci i Traumatologii brzmiał: 4 głosy za, 2 głosy wstrzymujące, 1 głos przeciw”. Dziekan Wydziału Prof. dr hab. W. Król uznał ten wynik za nierozstrzygnięty i sprawa nie trafiła na posiedzenie Rady Wydziału. Na wczorajszym posiedzeniu Rady Wydziału (dn. 21.01.10) zwróciłem uwagę, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego jest jednoznaczne - wynik komisji jest rozstrzygający (patrz dokumenty z 19.01.2010). Dziekan stwierdził, że nie może dziś skierować sprawy do głosowania, bo musi uzyskać opinię prawników uczelni. A przecież orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego to ostateczna wykładnia prawa w Polsce, nikt nie może go zmienić, wszelkie dyskusje są nie na miejscu. Dziekan miał tylko jeden wybór, natychmiast skierować sprawę do decyzji Rady Wydziału, a każda inna decyzja jest nie do zaakceptowania.

Prawnicy z uczelni mają oceniać orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego pod kątem zgodności ze Statutem uczelni?!

Tak wygląda realizacja zasad państwa prawa w Śląskim Uniwersytecie Medycznym…

czwartek, 21 stycznia 2010

Ważny komentarz czytelnika

Panie Profesorze, piszę do Pana pod wpływem zdegustowania sytuacją, która miała miejsce dzisiaj w Klinice Okulistyki w Katowicach. W najbliższą sobotę tj. 23.01 będą się odbywały wybory do zarządu Oddziału Śląskiego Polskiego Towarzystwa Okulistycznego. Pani Profesor Romaniuk kazała okulistom zostać po odprawie, bo jak stwierdziła jako ustępująca przewodnicząca ma prawo wskazać nam na kogo mamy głosować!!!!! Czy faktycznie ma takie prawo???? Chodzi o to, żeby swój głos oddać na Panią Profesor Formińską-Kapuścik, a nie na innego kandydata. Czy w tej uczelni pracownicy nie mają prawa do samodzielnego myślenia i własnych decyzji, czy wszystko musi być zasugerowane bądź nakazane??? Czy tak się to powinno odbywać??? Ja mam jednak nadzieję, że my okuliści mamy własne zdanie, że nie ulegamy tak łatwo sugestiom!!!! Mam też nadzieję, że kontrkandydatem będzie Pan Profesor Wylęgała, o którym już kiedyś zostało napisane, że był najlepszym z kandydatów na kierownika katowickiej okulistyki. Panie Profesorze bardzo proszę o zamieszczenie mojego komentarza może jako oddzielnego wpisu tak by wielu okulistów, którzy czytają Pana blog mogło się z nim zapoznać i nie dać się takim sugestiom.

Z życia wrocławskiej Akademii Medycznej

Gabryś kontra Gryboś, czyli bunt ginekologów w klinice

środa, 20 stycznia 2010

Sprawa Profesora Dzielickiego, niekończąca się historia

dokument 1
dokument 1
dokument 2
dokument 3
dokument 4

wtorek, 19 stycznia 2010

Wieści ze Szpitala Klinicznego nr 1 z Zabrza

Oddział Reumatologiczny w SK1 z dniem 1 stycznia 2010 został zamknięty. To FAKT. Czas pracy Poradni Reumatologicznej został ograniczony. Dzieci nie mogą być leczone EMBRELEM- to następne fakty.

My, rodzice dzieci ze schorzeniami reumatycznymi, z dużą pokorą i cierpliwością, długo znosiliśmy działania Dyrekcji SK1 nakierowane na pozbawienie naszych dzieci możliwości leczenia w SK1 jak i możliwości bycia prowadzonym przez Panią docent Mazur-Zielińską. W latach 2006-2008, Pani docent dysponowała tylko 4 łóżkami w jednym pokoju. Chłopcy i dziewczynki byli przyjmowani na zmianę. Na łóżko musieliśmy czekać po kilka tygodni. Okres jesieni i zimy to czas kiedy nasilają się dolegliwości reumatyczne. Z ulgą przyjęliśmy decyzję o przyznaniu jeszcze jednego pokoju dla małych pacjentów Oddziału Reumatologicznego. Nasza radość nie trwała długo: w listopadzie 2009 Pani docent poinformowała nas o WYROKU Dyrekcji- zamknięcie Oddziału Reumatologicznego w SK1 w Zabrzu.

Myśleliśmy, że to jakiś niesmaczny żart. Spotkałam się z dyrektorem Budzińskim, żeby zweryfikować tą informację. Dostałam zapewnienie, że dzięki aneksacji oddział będzie funkcjonował do końca marca 2010. Trzy miesiące to czas, który pozwoliłby nam, rodzicom na podjęcie odpowiednich kroków aby ratować miejsce, które przynosi ukojenie w bólu naszym skarbom. Do tego też zachęcał mnie Pan Dyrektor Budziński. Wierzyłam, że ma dobre intencje, że pragnie uśmiechu na twarzach naszych dzieci tak samo jak my. Styczeń 2010- wyrok został wykonany, bez ostrzeżenia, bez informacji do rodziców. Nikt również nie poinformował nas o zmianie czasu pracy Poradni Reumatologicznej. Terminy wizyt zastały ustalone w zaszłym roku, ku zaskoczeniu wielu rodziców zamiast Pani docent, w gabinecie przyjmował nefrolog. Brak rzetelnej informacji, zła wola decydentów, ich kłamstwa, to wszystko motywuje nas do działań, które pozwolą na dokładne prześwietlenie całej sprawy. Wierzymy, że media, NFZ, Ministerstwo, Rzecznik Praw Pacjent znajdą powód, który stoi za podjęciem decyzji o tak wysokiej szkodliwości społecznej. Sprawa na pewno nie jest transparentna. Oddział Alergologiczny stał się częścią innego oddziału szpitalnego, Oddział Reumatologiczny przestał istnieć. Tam gdzie jest dobra wola to i sposób na rozwiązanie się znajdzie. Stwierdzamy z całym przekonaniem brak chęci współpracy i niesienia pomocy ze strony władz SK1. Obowiązkiem rodzica dziecka chorego jest znaleźć najlepszą możliwą opiekę lekarską, obowiązkiem lekarza i menadżera stworzenie optymalnych warunków leczenia, gdzie celem jest zdrowie pacjenta a nie gry polityczne.

MIZS NIE MUSI BYĆ WYROKIEM


Drodzy rodzice dzieci dotkniętych dolegliwością M, bo tak nazywamy chorobę Marlenki, naszej 10-letniej córeczki. Chciałabym, aby nasza historia pomogła tym, którzy podobnie jak my jeszcze pół roku temu, czują rozpacz, lęk oraz mają poczucie wielkiej niesprawiedliwości losu. Lakoniczność, a w zasadzie brak informacji na temat choroby i stanu dziecka ze strony lekarzy, jeszcze mocniej wpływa na Wasze przygnębienie. Doskonale Was rozumiemy! W maju 2008r. Marlenka zaczęła przechylać głowę w prawą stronę. Została przebadana przez lekarza pediatrę, który w obrazie krwi nie widział żadnych odchyleń. Sama zdecydowałam się na terapię manualną Marlenki, w trakcie której zauważyłam częściową nieruchomość w stawach nadgarstków, szczególnie prawej rączki. Wykonane USG niczego nie wykazało. Powiedziano mi, iż może być obciążona genetycznie.
Do stycznia 2009 chodziłyśmy na terapię manualną i na basen. Na początku tego roku w prawym nadgarstku pojawiła się bolesność i pełna nieruchomość. Wystraszyłam się. Lekarz rodzinny skierował nas do chirurga. Ten włożył prawy nadgarstek Marlenki w gips. Moje dziecko bardzo cierpiało. Po wyjściu z gabinetu natychmiast go ściągnęłam. Po tym zdarzeniu pojechałyśmy do szpitala w Sosnowcu. Zapadła decyzja o hospitalizacji. Długo nie dostawałam informacji na temat stanu zdrowia mojej córki. Dzięki pomocy pana dr W. Lisiaka, doszło do spotkania z lekarzem, który w końcu nazwał i opisał chorobę Marlenki – Młodzieńcze Idiopatyczne Zapalenie Stawów, druga autoimmunologiczna choroba mojej córki obok Vitiligo. Chociaż Pani doktor była miła i współczująca, spotkanie z nią potraktowałam jak Dzień Sądu Ostatecznego. Wówczas dowiedziałam się, że Marlence włączono inwazyjne leki takie jak Encorton i Methotrexat. Niczego nie rozumiałam i bardzo się bałam o moje dziecko !
Ówczesna rzeczywistość pozbawiła mnie sił i chęci do dalszych poszukiwań. Pan dr Lisiak widząc moją inercję włożył mi w dłoń numer telefonu do Pani docent Mazur – Zielińskiej z Zabrza. Zachęcił mnie do walki o zdrowie i sprawność mojego dziecka. Wielkie podziękowania dla Pana doktora – to była najlepsza rzecz jaką mogłam zrobić dla Marlenki.
Od pół roku Pani docent zajmuje się zarówno ciałem jak i duchem naszej córki. Po dwóch długich pobytach w szpitalu Marlenka wpadła w depresję. Czuła się odrzucona przez klasę, odmówiła chodzenia do szkoły, żądając jej zmiany. Pani docent i na to znalazła panaceum. Obecnie Marlenka jest radosnym, energetycznym dzieckiem. Jest w doskonałej formie psychicznej i fizycznej. Gra w SIATKĘ , piłkę nożną, jeździ na rowerze, bije się z chłopakami….. Pomimo długiej , bo prawie dwu miesięcznej przerwie w szkole, ukończyła trzecią klasę z wyróżnieniem. Jesteśmy z niej bardzo dumni!
Nasze dziecko jest dotknięte MIZS, ale my się już nie boimy. Mamy pełne zaufanie do Pani docent Mazur Zielińskiej, która z dużą determinacją, oddaniem i miłością dla swoich małych pacjentów, codziennie zmierza się z biurokracją szpitalną oraz tysiącem innych przeszkód, jakie napotyka w swojej pracy.
Na łamach Niedzieli pragniemy podziękować Pani docent za uśmiech naszego dziecka, jej sprawność fizyczną, odzyskaną nadzieją, radość każdego dnia jak i cud, który nam się przytrafił !Druga choroba autoimmunologiczna Marlenki - VITILIGO, jest wygaszana w trakcie leczenia jej choroby zasadniczej MIZS. Dziękujemy Ci Boże za ten cud i prosimy o wsparcie i siłę dla naszej wspaniałej Pani Docent!
Przepełnieni wdzięcznością rodzice Marlenki

Dąbrowa Górnicza 11.12.2009


APEL


SPRAWNE ŻYCIE DLA DZIECI DOTKNIĘTYCH CHOROBAMI REUMATOLOGICZNYMI

Jestem mamą dziesięcioletniej dziewczynki dotkniętej MIZS. Choroba córki została zdiagnozowana pod koniec roku 2008. U Marlenki pojawiła się duża bolesność i nieruchomość nadgarstków. Została skierowana do chirurga, który założył gips na nadgarstki z toczącym się stanem zapalnym. Cierpienie mojego dziecka zmusiło mnie do natychmiastowego usunięcia gipsu. Zabrałam ją do szpitala w Sosnowcu. Tam, o czym dowiedziałam się zupełnie przypadkowo, wprowadzono do leczenia methotrexat i encorton w dużych dawkach. Brak zaufania do sposobu leczenia jak i instrumentalne podejście do Marlenki zmotywowała mnie do dalszych poszukiwań lekarza, który zapewniłby najlepszą możliwą terapię dla mojego dziecka. 2 tygodnie po pobycie w szpitalu w Sosnowcu, zdecydowałam się na następną hospitalizację w Zabrzu. Mimo fatalnych warunków socjalnych kontrastujących ze szpitalem w Klimontowie, z dnia na dzień rosło we mnie przekonanie, że podjęłam właściwą decyzję. Stan Marlenki się poprawiał, Pani docent Mazur-Zielińska stopniowo wycofała encorton oraz zmniejszała dawkę methotrexatu.

Jest grudzień 2009. Mija dziesiąty miesiąc, kiedy Marlenka jest pod opieką Pani docent Mazur-Zielińskiej. 10 miesięcy leczenia, systematyczne wizyty u Pani docent, minimalna dawka methotrexatu- moja córka jest w doskonałej formie psycho-fizycznej, gra w siatkę, tańczy Hip-Hopa, pływa, angażuje się w życie szkolne, jest szczęśliwa i sprawna, sprawniejsza nawet od niektórych zdrowych rówieśników. Nad tym pięknym obrazem zawisła niestety czarna chmura- oddział reumatologiczny od przyszłego roku będzie zamknięty! Marlenka i inne dzieciaki w podobny położeniu, pozbawiona będzie opieki lekarza, który całe swoje serce i życie poświęcił na niesieniu pomocy małym pacjentom dotkniętym chorobami reumatologicznymi. Z mojej wiedzy wynika, że w Polsce jest około 6 oddziałów reumatologicznych. Najlepszy z nich jest właśnie zamykany.

Nie wiem czym kieruje się NFZ podejmując takie decyzje. Optymalizacja kosztów, przy chorobach reumatologicznych jest bardzo krótkoterminowa. Nieleczone lub źle prowadzone przypadki doprowadzają do trwałego kalectwa u pacjentów. Koszty ponoszone z tytułu inwalidztwa są dużo wyższe niż zapewnienie czasowej opieki dzieciom, które jako sprawni dorośli z pewnością będą mieli swój wkład w budowanie funduszy NFZ.

Piszę ten list w imieniu wszystkich rodziców dzieci u których zawisła groźba inwalidztwa. To ludzie tworzą prawo, podejmują decyzje, które powinny służyć innym, dawać im możliwości dostępu do najlepszych ośrodków leczenia.

Oddział reumatologiczny w Zabrzu to nie tylko jeden z najlepszych ośrodków szpitalnych, to również ważny ośrodek pracy dydaktycznej z przyszłymi lekarzami. Sądzę, że chirurgowi, który popełnił kardynalny błąd decydując się na włożenie nadgarstków z toczącym się stanem zapalnym w gips, brakowało wiedzy z zakresu chorób reumatologicznych. Niewątpliwie taka ignorancja generuje wysokie koszty dla Narodowego Funduszu Zdrowia.

Marlenka, jak i wiele innych dzieciaków, wchodzi w stan remisji w rekordowym czasie 10 miesięcy. Czy nasze marzenia o sprawnym życiu się spełnią? My, rodzice dzieci chorych zrobiliśmy wszystko, żeby pomóc swoim skarbom. Teraz ich sprawność i przyszłość leży w rękach decydentów. Prosimy, nie odbierajcie nam szansy na normalne, szczęśliwe życie.

Edyta Janusz

Rzecznik rodziców dzieci leczonych przez Panią docent Mazur-Zielińską