Czytelniku, bądź współautorem bloga!


Jeśli znasz interesujące fakty z życia naszej uczelni lub szkół wyższych w Polsce podziel się tą informacją z innymi. Wyślij mi swój tekst na podany adres internetowy, zamieszczę go niezwłocznie na blogu.

sobota, 28 lipca 2018

O nauce

Dziękuję za komentarz z 27.07 z godziny 15;23. Niestety, muszę podzielić zaprezentowany pogląd dotyczący stanu polskiej nauki. Od lat piszę na blogu o polskiej nauce i nie ma w mojej ocenie szans na istotne zmiany. Jak widać - poczynając od 1989 roku - nauka nie stanowiła dla władz kraju ważnego obszaru życia publicznego. To smutna konstatacja, ale fakty są nieubłagane. W latach 90-ty i nawet jeszcze w początku nowego stulecia polskie uniwersytety "jechały" na rozpędzie i nadziei przełomu 80/81. Wśród nas byli profesorowie starej daty, obowiązywały pewne zasady w myśl motto: "noblesse oblige". Dziś tych ludzi, którzy czerpali z przedwojennego etosu nauki już w zasadzie nie ma. Jak dziś stoi polska nauka każdy - jeśli uważnie obserwuje i obiektywnie ocenia sytuację - musi zauważyć. Nadziei nie widać, z pustego i Salomon nie naleje...

środa, 25 lipca 2018

O nauce zasłyszane w radio

Ostatnio przypadkowo w radio usłyszałem komentarz o pewnej publikacji dotyczącej wpływu otyłości na stan zdrowia. Generalne przesłanie było następujące: otyłość nie jest szkodzi zdrowiu! Dopiero na końcu wspomniano, że otyłość nie wpływa negatywnie na stan zdrowia pod warunkiem braku współistnienia powikłań np. w zakresie chorób układu sercowo-naczyniowego lub cukrzycy. A brak takiego wpływu dotyczyło zaledwie 5% wszystkich ludzi z otyłością.
Nie neguję sensu badań oceniających wpływ różnych okoliczności występujących u człowieka na stan jego zdrowia. Ale już sposób interpretacji – czego przykładem jest wyżej opisana relacja medialna – może prowadzić do poważnych nieporozumień. Musimy zachować krytycyzm wobec takich uproszczonych, ale atrakcyjnych medialnie wiadomości. Polacy są bardzo wyczuleni na problemy zdrowotne czego przykładem jest codzienne bombardowanie reklamą suplementów diety. Stąd już bardzo blisko do dezinformacji wiodącej raczej do działań szkodliwych niż korzystnych dla zdrowia.

piątek, 13 lipca 2018

O nauce w czasie wakacji zdań parę

Nastały wakacje, czas odpoczynku i urlopów. Ale to może być także czas na odrobienie zaległości w zakresie pracy naukowej. Parę dni temu rozmawiałem ze znajomym z innej polskiej uczelni medycznej, który stwierdził, że co prawda jest na urlopie, ale pracuje intensywnie i nadrabia zaległości dotyczące różnych spraw naukowych.
Chętnie podzielę się z Czytelnikami paroma uwagami z moich doświadczeń z obszaru nauki skoro wakacje to czas także dla nauki…

Praca naukowa jest trochę jak praca artysty; każde dzieło jest inne, nigdy nie podążamy tym samym szlakiem. Nie ma miejsca na nudę i rutynę. Najpierw jest pomysł badawczy, potem szukanie finansowania, dalej proces uzyskiwania zgody komisji bioetycznej (o ile jest potrzebna), mozolne zbieranie danych badawczych (jako klinicysta widzę to, jako proces badania pacjentów, ale ten etap może mieć różny przebieg), potem wprowadzenie danych do arkusza kalkulacyjnego, następnie analiza statystyczna, a dopiero na końcu przelanie na papier czy raczej na ekran komputera podsumowania czyli pisanie samej pracy.
I na koniec wysyłka do redakcji, dziś w zasadzie zawsze drogą elektroniczną.
A potem czekanie i śledzenie działań na stronie redakcji. Czy praca przeszła pomyślnie etap weryfikacji z zgodnie z wymogami pisma czy poszła już do recenzji czy już z niej wróciła. A na końcu odpowiedź: odrzucenie bez dalszych działań albo możliwość poprawy. Czasem czekamy miesiącami by na końcu zobaczyć odpowiedź z redakcji: nie jesteśmy zainteresowani! Albo wprowadzamy zmiany, piszemy obszerne odpowiedzi dla recenzentów by jednak zostać załatwionym odmownie. Mogą być też inne, pozytywne scenariusze: szybka odpowiedź i szybka decyzja po przesłaniu skorygowanej pracy. Najgorszy scenariusz to trzymanie pracy w redakcji bez pomyślnego końca – rekord w pracy z moim udziałem to czas od wysyłki pracy do jej ostatecznego odrzucenia wynoszący blisko 500 dni! W tym czasie praca była 3x poprawiana. Ale są i inne, bardziej optymistyczne scenariusze. Kiedyś jedna z mych prac „odwiedziła” 5 redakcji, zawsze była odrzucana, ale na podstawie merytorycznej recenzji. Mozolnie dokonywaliśmy zmian, praca stawała się coraz lepsza i w końcu została wysłana (jako w zasadzie zupełnie inna publikacja) do pierwszej redakcji i tam została przyjęta.
Co by nie powiedzieć, cierpliwość i konsekwencja to są podstawowe cechy jakie musi posiadać badacz i autor skutecznie publikujący wyniki własnych badań. Dobra praca prędzej lub później zostanie opublikowana. Mój rekord w liczbie prób wynosi 26 redakcji. Trochę szczęścia też się przyda. Pamiętam jak w 1997 roku zacząłem wysyłać moje manuskrypty do pism z tzw. Listy Filadelfijskiej słyszałem od starszych kolegów, że z Polski prac nie przyjmują, że to niepotrzebny wysiłek, że to się nie uda. A pierwszych PIĘĆ moich prac zostało opublikowanych w pierwszym wybranym piśmie! (oczywiście po dokonaniu stosownych poprawek zgodnie z uwagami recenzentów). Szczęście mi dopisało! Może gdybym ciągle czytał: REJECT (odrzucono) to może bym się definitywnie zniechęcił? Ale większość, znakomita większość mych prac krążyła po różnych redakcjach miesiącami a nawet latami. Między bajki można włożyć pogląd, że osoba z dużym dorobkiem publikuje niejako „za zasługi”, ja takiego zjawiska nie zaobserwowałem. Wręcz przeciwnie, jest coraz trudniej, oczekiwania redakcji są coraz większe, konkurencja jest coraz silniejsza, publikacje są coraz lepsze (wyrafinowana metodyka, ogromne grupy badawcze itd.). Praca, którą przed laty udało się dość łatwo gdzieś umieścić dziś nie miałaby często szans. W kraju z tak skandalicznie niskim poziomem finansowania badań naukowych trudno o epokowe odkrycia. Pozostaje nam szukanie oryginalnych pomysłów, zbieranie dużych grup i mrówcza praca,
Ale warto, list z redakcji: ACCEPTED to wielka przyjemność!
A gdy po latach widzimy, że inni autorzy zauważyli nasze wysiłki i docenili nas cytując we własnych pracach to do pełni szczęścia naukowca jest blisko…
Coś po nas zostanie; z nawet wielkiego dorobku naukowego zwykle tylko nieliczne publikacje na trwale wpisują się w globalny dorobek naukowy. Życzę każdemu z nas, badaczy by choć jedna praca uzyskała taki status.

I na koniec pytanie:

Ostatnio zanotowałem ciekawy rekord; mojej pracy nadano w redakcji numer 9355, co oznacza, że średnio do tej redakcji wpływa 49 prac dziennie.
Czy ktoś z Czytelników odgadnie tytuł tego renomowanego pisma?!

niedziela, 8 lipca 2018

Projekt ustawy 2.0 skierowany do Senatu RP

czwartek, 5 lipca 2018

Ustawa 2.0

Ustawa 2.0 została przyjęta przez Sejm. Pozostaje tylko akceptacja Senatu oraz podpis Pana Prezydenta RP. Czas na dyskusje minął.
Wg moje wiedzy przyjęta ustawa znacznie różni się od pierwotnego projektu, ale dopiero w przyszłości okaże się czy istotnie nowe regulacje pchną polskie uczelnie w kierunku prawdziwych zmian. Bez rzeczywistego przełomu w myśleniu o roli szkolnictwa wyższego oraz nauki (a to musi w pierwszej kolejności nastąpić w nas samych czyli pracownikach uczelni) oraz bez szybkiego wzrostu nakładów finansowych z aktualnego poziomu <0,5% PKB do poziomu rzędu 2% nic się nie zmieni.

wtorek, 3 lipca 2018

W odpowiedzi Czytelnikowi

Anonimowy Anonimowy pisze...
Czy Szanowny Pan Profesor jest w stanie wskazać potencjalnym dyskutantom które zapisy ustawy są najbardziej wątpliwe?

28 czerwca 2018 23:11

Proszę spojrzeć na mój tekst podsumowujący mijający rok akademicki. Tam zawarłem uwagi dotyczące ustawy 2.0.

Wojciech Pluskiewicz